Z różnych względów musiałem zrobić dłuższą przerwę w publikowaniu notek na blogu. Rzuciłem okiem na statystyki i wiem, że internauci zaglądali tu nawet mimo, że nie pojawiały się nowe teksty. Mam nadzieję, że czytelnicy poszukujący informacji o krajach bałtyckich pod moją nieobecność wpadali również na zaprzyjaźniony blog "Wilno-Ryga-Tallin-Helsinki" prowadzony przez Tomasza Otockiego. Polecam jego lekturę, można tam znaleźć wiele wiadomości, analiz i ciekawostek związanych z krajami bałtyckimi. Szczególnie warto zwrócić uwagę na tematy łotewskie, bo to chyba na Łotwie właśnie działo się ostatnio najwięcej.
Wróćmy tymczasem do stosunków polsko-litewskich. Ostatnią notkę zamieściłem 20 lutego. Oczywiście od tego momentu wiele się wydarzyło. Ale czy rzeczywiście miały miejsce jakieś spektakularne wydarzenia, które cokolwiek zmieniły jeśli chodzi o jakoś stosunków między Polską a Litwą. Wydaje się, że nie. 17 maja miałem okazję przysłuchiwać się mini-debacie na Uniwersytecie Warszawskim z udziałem ambasador Litwy Lorety Zakarevičienė i z-cy dyrektora Departamentu Współpracy z Polonią MSZ Stanisława Cygnarowskiego. Dyskusja poświęcona była tematowi sytuacji polskiej mniejszości na Wileńszczyźnie. Debatę zdominowali przedstawiciele środowiska, które od kilkunastu miesięcy organizuje w Warszawie pikiety, w których - ich zdaniem - występują w obronie praw Polaków na Litwie. Odbyło się to w mojej opinii ze szkodą dla debaty, choć sama możliwość spotkania z przedstawicielami litewskich i polskich służb dyplomatycznych, którzy mieli okazję przedstawić pewien dwugłos na temat sytuacji Polaków na Litwie (jak i częściowo Litwinów w Polsce) stanowiła pewną wartość. Jak to często jednak bywa problem utonął w górnolotnych hasłach i słownych przepychankach, a niektórzy uczestnicy dyskusji nie grzeszyli biegłością w omawianych sprawach. Chętnych zapraszam do przeczytania relacji zamieszczonej na stronie polskiekresy.pl (strona prowadzona jest przez organizatorów pikiet "w obronie Polaków na Litwie", choć nie podzielam ani ich oceny stosunków polsko-litewskich i sytuacji mniejszości polskiej, ani nie pochwalam stosowanych przez nich metod, to jednak polecam lekturę zamieszczanych tam tekstów - dla pełniejszego oglądu sytuacji).
W ostatnich dniach opinię publiczną zainteresowaną tematami polsko-litewskimi zelektryzowały wypowiedzi wspomnianej już litewskiej ambasador w wywiadzie udzielonym agencji informacyjnej BNS i zamieszczonym na portalu delfi.lt (tłumaczenie wywiadu na stronie Ambasady). To, co ambasador powiedziała, zostało już chyba wystarczająco szeroko omówione w mediach polskich. O randze tej wypowiedzi niech świadczy, że wywiad spotkał się z oficjalną reakcją polskiego MSZ, który, co chyba nie dziwi, zareagował krytycznie. Trudno zlekceważyć opinię przedstawiciela litewskiego państwa, który poddaje w wątpliwość lojalność litewskich Polaków względem tegoż państwa. Ale znów trzeba zapytać, czy to wydarzenie cokolwiek zmienia w stosunkach polsko-litewskich. Temperatura dyskusji jest już i tak wystarczająco podniesiona. A po kilku dniach, jakie minęły od dnia ukazania się wywiadu, wydaje się, że przynajmniej jeśli o same wypowiedzi ambasador, ciągu dalszego nie będzie. Nie słychać, aby ambasador miały spotkać jakieś poważniejsze konsekwencje. Po prostu został dorzucony jeszcze jeden kamyk. Pomijając kilka niestosownych uwag, bo za takie należy uznać te, w których kwestionowana jest lojalność litewskich Polaków, to w wywiadzie nie ma nic, co mogłoby wywołać szczególne emocje. Katalog problemów jest znany. Pora raczej przystąpić do ich rozwiązywania. Od samego mieszania herbata nie zrobi się słodsza.
Rozpoczynają się wakacje. Politycy też wkrótce udadzą się na urlopy. Może w tym należy widzieć nadzieję, może nie na poprawę stosunków polsko-litewskich, ale może chociaż na chwilę odpoczynku od medialnej wrzawy. W najbliższym czasie więcej chyba będzie okazji do pojednawczych gestów, niż do podgrzewania atmosfery. Już 30 czerwca setna rocznica urodzin Czesława Miłosza. Z tej okazji sejneński ośrodek "Pogranicze" organizuje międzynarodowy festiwal "Europejska Agora - Wizje Rodzinnej Europy" (na stronie "Pogranicza" można zapoznać się ze szczegółowym programem wydarzenia, zapowiedziane są panele dyskusyjne i przedsięzwięcia artystyczne). A później kolejne obchody polsko-litewskiego (a nawet polsko-litewsko-białoruskiego - polecam obejrzenie 5-minutowej animowanej historii Białorusi zrealizowanej przez inicjatywę "Budźma biełarusami", z której można się dowiedzieć, że kiedyś Białoruś nazywano Litwą...) zwycięstwa pod Grunwaldem.
Nie wzywam oczywiście do porzucenia tematu sytuacji Polaków na Litwie na czas wakacji. Ale może nastrój wypoczynkowy pomoże spojrzeć na te problemy bez zbędnych emocji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 27 czerwca 2011
poniedziałek, 7 lutego 2011
Polska "piastunką litewskości"?
Aleksander Gubrynowicz, prawnik, politolog i badacz współczesnej Litwy dokonał diagnozy obecnego kryzysu w stosunkach polsko-litewskich. Rozwiązaniem ma być diametralna zmiana polskiej polityki, wniesienie do niej "nowej jakości". Zdaniem Aleksandra Gubrynowicza Polska powinna stać się "piastunką litewskości".
28 stycznia br. "Gazeta Wyborcza" opublikowała artykuł dr. Aleksandra Gubrynowicza pt. "Litwo, Ojczyzno Litwinow". Tekst ten jest wart odnotowania z tego m. in. powodu, ze jest jedną z niewielu w polskiej prasie rzetelnych analiz współczesnych stosunków polsko-litewskich, które ukazały się w ostatnim czasie. Trzeba podkreślić, że właśnie rozsądnych głosów w dyskusji na ten wbrew pozorom istotny dla Polski i Polaków temat zdaje się w polskich mediach brakować. Ale artykuł Gubrynowicza zwraca również uwagę swymi postulatami, wobec których osoby zainteresowane stanem relacji polsko-litewskich nie mogą przejść obojętnie. Autor sugeruje, że Polska powinna być nie tylko obrońcą polskości na Litwie, ale również "piastunką litewskości", angażując się m. in. we wsparcie litewskiego szkolnictwa i litewskiej kultury. Wiedząc jak duże emocje w niektórych środowiskach wywołują te kwestie nie spodziewam się, że pomysły Gubrynowicza spotkają się z powszechną akceptacją.
Między Europą a Rosją
Nie można jednak spostrzeżeniem autora odmawiać trafności, a niektórym jego postulatom pewnego nowatorstwa. Aleksander Gubrynowicz uważnie przyjrzał się najnowszej historii relacji polsko-litewskich. W minionym dwudziestoleciu Polska dała się poznać przede wszystkim wspierając litewskie dążenia do członkostwa w NATO i Unii Europejskiej, co było szczególnie istotne zwłaszcza wobec wyraźnej niechęci Rosji i braku zdecydowanego poparcia na Zachodzie. Równocześnie liczono, że dzięki integracji europejskiej rozwiązane zostaną problemy mniejszości narodowych, czym można tłumaczyć brak zdecydowanych działań w tej kwestii. Autor podkreśla również rolę Rosji na Litwie. Jeden z celów zbliżenia Litwy z Europą, jakim było ograniczenie wpływów rosyjskich, nie został osiągnięty. Zwłaszcza w kwestiach gospodarczych trwałe pozostały związki Litwy z Rosją. Geopolityczne położenie Litwy - zdaniem Gubrynowicza - zmusza ją do prowadzenia polityki lawirowania, "równoważenia wpływów zewnętrznych". Efekty takiej polityki widać np. w sprawie Możejek, która według autora pokazuje jak integrację z Zachodem Litwa równoważy próbami zabezpieczenia się "przed gniewem ze strony Moskwy".
Kropla w morzu problemów
Aleksander Gubrynowicz trafnie diagnozuje problemy, jakie trawią obecnie litewskie państwo i społeczeństwo, a które umykają nieco uwadze tych, którzy koncentrują się na sprawach polskiej mniejszości. Zauważa on, że Litwa przechodzi przez poważny kryzys, którego objawami są m. in. korupcja, związki elit z grupami przestępczymi, nieumiejętność rozwiązywania trudności gospodarczych oraz towarzyszące uwiądowi państwa problemy społeczne: poczucie beznadziei, emigracja ekonomiczna młodzieży, wysokie bezrobocie. Obraz podupadającego państwa litewskiego daje nowy kontekst dyskusji o problemach polskiej mniejszości. Najbardziej chyba aktualny temat w stosunkach polsko-litewskich czyli reforma szkolnictwa, przez część polskich mediów (w Polsce i na Litwie) oraz środowisk polskiej społeczności na Litwie przedstawiana jako zamach na polskie szkoły, zyskuje również nową perspektywę jako zabieg wynikający z potrzeby ratowania nadszarpniętego budżetu państwa litewskiego. Potrzeba zrozumienia, że los Polaków na Litwie to zaledwie jeden z wielu problemów trapiących dzisiejszą Litwę wydaje się być najbardziej trafnym spostrzeżeniem autora artykułu.
"Nowa jakość"
Szukając dróg rozwiązania problemów polsko-litewskich Aleksander Gubrynowicz daje pod rozwagę pomysł, który wielu wyda się zaskakujący, a wielu zapewne też oburzy (już zresztą wywołał poruszenie na forach internetowych). Autor sugeruje, że Polska powinna całkowicie zmienić swoją politykę względem Litwy, wnieść do stosunków między naszymi krajami "nową jakość". Do wyboru ma oprócz tego dwie inne drogi, obie mogą jednać przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Polska może zaostrzać swe stanowisko wobec Litwy, co może spowodować, że Litwa - jak już wcześniej w historii bywało - będzie stawiać opór. Przy zachowaniu bierności przez Polskę, problemy pozostaną nierozwiązane, a Litwa zacznie szukać nowych sojuszników (Rosja, Białoruś, a nawet Chiny). W obu przypadkach na polsko-litewskim sporze skorzystają przede wszystkim wschodni sąsiedzi. Pozostaje więc zaktywizowanie roli Polski na Litwie. Według Aleksandra Gubrynowicza "nowa jakość" miałaby polegać na pokazaniu, że Polska rozumie problemy Litwinów. Autor widzi rolę Polski jako wspierającej nie tylko polską mniejszość, ale również litewską oświatę i kulturę, a w dalszej perspektywie również i inne dziedziny życia społecznego.
"Starszy brat"?
Dla zatwardziałych obrońców polskości na Litwie takie pomysły to czysta herezja. Mogą oni zapytać, dlaczego mamy wspierać litewskie państwo, które gnębi naszych rodaków. Ale nie popadając w skrajności warto się nad pomysłami Gubrynowicza zastanowić. Samo założenie, że powinniśmy wykazywać się wobec Litwinów pewną dozą empatii wydaje się słuszne. Zbyt wiele w polsko-litewskich relacjach barier wynikających z braku wzajemnego zrozumienia. Jednak w pomyśle ożywienia polskiej obecności na Litwie widzę pewną pułapkę. W wyciągniętej dłoni ze strony polskiej Litwini mogą w pewnym momencie zobaczyć próbę ingerowania w ich wewnętrzne sprawy, próbę protekcjonalnego traktowania "młodszego brata". Niechęć wobec polskiego protekcjonalizmu do dziś jest w pewnym stopniu obecna w litewskim społeczeństwie, podsycana dodatkowo przez polityków nurtu nacjonalistycznego, przywołujących zwłaszcza czasy Rzeczpospolitej Obojga Narodów, w której Litwa miała rzekomo odgrywać poślednią rolę. Intensyfikacja polskich wpływów na Litwie może być zatem odczytana jako próba powrotu nie tylko do lat 90., kiedy to Polska występowała w roli "adwokata" litewskich aspiracji euroatlantyckich, ale wręcz do przełomu XIX i XX w., jaki dla Litwinów pozostaje czasem budowy własnej tożsamości w kontrze do dominującej polskiej kultury. Znając troskę Litwinów o trwałość ich kruchej tożsamości trudno się spodziewać, że aktywne działania Polski nie zostaną przywitane z obawami czy nawet sprzeciwem.
"Piastowanie litewskości"
Gubrynowicz postuluje polskie wsparcie dla litewskiej kultury i edukacji. Współpraca miałaby polegać np. na kształceniu litewskich nauczycieli w Polsce czy wspieraniu kinematografii i twórczości literackiej. Są to inicjatywy, którym należałoby przyklasnąć. Rodzi się jednak pytanie o sens tworzenia odrębnych struktur mających zapewnić tego typu pomoc, skoro można wykorzystywać do tego już istniejące i chyba sprawnie działające programy wymian młodzieżowych, studenckich, pracowników naukowych, praktyk zawodowych itp. Polacy i Litwini mogą korzystać z dobrodziejstw takich międzynarodowych programów jak Erasmus, Leonardo da Vinci, Młodzież w Działaniu itp. Istnieje Polsko-Litewski Fundusz Wymiany Młodzieży. Działają programy umożliwiające lepszą i efektywniejszą współpracę działaczy społecznych i twórców kultury. Z drugiej strony warto się może zastanowić nad zwiększeniem promocji polskiego kina i literatury na Litwie, a jednocześnie należałoby zadać sobie zdecydowanie więcej trudu, aby popularyzować litewską kulturę, która w praktyce jest u nas niezauważalna. W tych kwestiach wypada się zgodzić z Aleksandrem Gubrynowiczem. Pozostaje jednak pytanie, czy to państwo ma wyprzedzać zapotrzebowanie społeczne, czy też należałoby przede wszystkim zapewniać swobodną przestrzeń dla działań podmiotów prywatnych, organizacji społecznych itp.
Pod rozwagę
Czas na rozważenie pomysłów Aleksandra Gubrynowicza. Warto, aby jego głos dotarł do osób i instytucji odpowiedzialnych za polską politykę zagraniczną, kulturalną i edukacyjną. Są to propozycje człowieka dobrze znającego materię rzeczy, o których się wypowiada. Tym bardziej nie należy ich lekceważyć, choć nie twierdzę, że trzeba przystąpić do ich natychmiastowego wdrażania. Ale po tych koncepcjach widać, że zrodziły się z prawdziwej troski o dobro stosunków polsko-litewskich. Źle się stanie, jeśli zostaną spalone w ogniu krytyki ze strony nieprzejednanych obrońców fałszywie pojmowanej polskości. Równie źle będzie, jeśli znikną w hałasie bieżącej polityki.
tekst ukazał się na psz.pl
28 stycznia br. "Gazeta Wyborcza" opublikowała artykuł dr. Aleksandra Gubrynowicza pt. "Litwo, Ojczyzno Litwinow". Tekst ten jest wart odnotowania z tego m. in. powodu, ze jest jedną z niewielu w polskiej prasie rzetelnych analiz współczesnych stosunków polsko-litewskich, które ukazały się w ostatnim czasie. Trzeba podkreślić, że właśnie rozsądnych głosów w dyskusji na ten wbrew pozorom istotny dla Polski i Polaków temat zdaje się w polskich mediach brakować. Ale artykuł Gubrynowicza zwraca również uwagę swymi postulatami, wobec których osoby zainteresowane stanem relacji polsko-litewskich nie mogą przejść obojętnie. Autor sugeruje, że Polska powinna być nie tylko obrońcą polskości na Litwie, ale również "piastunką litewskości", angażując się m. in. we wsparcie litewskiego szkolnictwa i litewskiej kultury. Wiedząc jak duże emocje w niektórych środowiskach wywołują te kwestie nie spodziewam się, że pomysły Gubrynowicza spotkają się z powszechną akceptacją.
Między Europą a Rosją
Nie można jednak spostrzeżeniem autora odmawiać trafności, a niektórym jego postulatom pewnego nowatorstwa. Aleksander Gubrynowicz uważnie przyjrzał się najnowszej historii relacji polsko-litewskich. W minionym dwudziestoleciu Polska dała się poznać przede wszystkim wspierając litewskie dążenia do członkostwa w NATO i Unii Europejskiej, co było szczególnie istotne zwłaszcza wobec wyraźnej niechęci Rosji i braku zdecydowanego poparcia na Zachodzie. Równocześnie liczono, że dzięki integracji europejskiej rozwiązane zostaną problemy mniejszości narodowych, czym można tłumaczyć brak zdecydowanych działań w tej kwestii. Autor podkreśla również rolę Rosji na Litwie. Jeden z celów zbliżenia Litwy z Europą, jakim było ograniczenie wpływów rosyjskich, nie został osiągnięty. Zwłaszcza w kwestiach gospodarczych trwałe pozostały związki Litwy z Rosją. Geopolityczne położenie Litwy - zdaniem Gubrynowicza - zmusza ją do prowadzenia polityki lawirowania, "równoważenia wpływów zewnętrznych". Efekty takiej polityki widać np. w sprawie Możejek, która według autora pokazuje jak integrację z Zachodem Litwa równoważy próbami zabezpieczenia się "przed gniewem ze strony Moskwy".
Kropla w morzu problemów
Aleksander Gubrynowicz trafnie diagnozuje problemy, jakie trawią obecnie litewskie państwo i społeczeństwo, a które umykają nieco uwadze tych, którzy koncentrują się na sprawach polskiej mniejszości. Zauważa on, że Litwa przechodzi przez poważny kryzys, którego objawami są m. in. korupcja, związki elit z grupami przestępczymi, nieumiejętność rozwiązywania trudności gospodarczych oraz towarzyszące uwiądowi państwa problemy społeczne: poczucie beznadziei, emigracja ekonomiczna młodzieży, wysokie bezrobocie. Obraz podupadającego państwa litewskiego daje nowy kontekst dyskusji o problemach polskiej mniejszości. Najbardziej chyba aktualny temat w stosunkach polsko-litewskich czyli reforma szkolnictwa, przez część polskich mediów (w Polsce i na Litwie) oraz środowisk polskiej społeczności na Litwie przedstawiana jako zamach na polskie szkoły, zyskuje również nową perspektywę jako zabieg wynikający z potrzeby ratowania nadszarpniętego budżetu państwa litewskiego. Potrzeba zrozumienia, że los Polaków na Litwie to zaledwie jeden z wielu problemów trapiących dzisiejszą Litwę wydaje się być najbardziej trafnym spostrzeżeniem autora artykułu.
"Nowa jakość"
Szukając dróg rozwiązania problemów polsko-litewskich Aleksander Gubrynowicz daje pod rozwagę pomysł, który wielu wyda się zaskakujący, a wielu zapewne też oburzy (już zresztą wywołał poruszenie na forach internetowych). Autor sugeruje, że Polska powinna całkowicie zmienić swoją politykę względem Litwy, wnieść do stosunków między naszymi krajami "nową jakość". Do wyboru ma oprócz tego dwie inne drogi, obie mogą jednać przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Polska może zaostrzać swe stanowisko wobec Litwy, co może spowodować, że Litwa - jak już wcześniej w historii bywało - będzie stawiać opór. Przy zachowaniu bierności przez Polskę, problemy pozostaną nierozwiązane, a Litwa zacznie szukać nowych sojuszników (Rosja, Białoruś, a nawet Chiny). W obu przypadkach na polsko-litewskim sporze skorzystają przede wszystkim wschodni sąsiedzi. Pozostaje więc zaktywizowanie roli Polski na Litwie. Według Aleksandra Gubrynowicza "nowa jakość" miałaby polegać na pokazaniu, że Polska rozumie problemy Litwinów. Autor widzi rolę Polski jako wspierającej nie tylko polską mniejszość, ale również litewską oświatę i kulturę, a w dalszej perspektywie również i inne dziedziny życia społecznego.
"Starszy brat"?
Dla zatwardziałych obrońców polskości na Litwie takie pomysły to czysta herezja. Mogą oni zapytać, dlaczego mamy wspierać litewskie państwo, które gnębi naszych rodaków. Ale nie popadając w skrajności warto się nad pomysłami Gubrynowicza zastanowić. Samo założenie, że powinniśmy wykazywać się wobec Litwinów pewną dozą empatii wydaje się słuszne. Zbyt wiele w polsko-litewskich relacjach barier wynikających z braku wzajemnego zrozumienia. Jednak w pomyśle ożywienia polskiej obecności na Litwie widzę pewną pułapkę. W wyciągniętej dłoni ze strony polskiej Litwini mogą w pewnym momencie zobaczyć próbę ingerowania w ich wewnętrzne sprawy, próbę protekcjonalnego traktowania "młodszego brata". Niechęć wobec polskiego protekcjonalizmu do dziś jest w pewnym stopniu obecna w litewskim społeczeństwie, podsycana dodatkowo przez polityków nurtu nacjonalistycznego, przywołujących zwłaszcza czasy Rzeczpospolitej Obojga Narodów, w której Litwa miała rzekomo odgrywać poślednią rolę. Intensyfikacja polskich wpływów na Litwie może być zatem odczytana jako próba powrotu nie tylko do lat 90., kiedy to Polska występowała w roli "adwokata" litewskich aspiracji euroatlantyckich, ale wręcz do przełomu XIX i XX w., jaki dla Litwinów pozostaje czasem budowy własnej tożsamości w kontrze do dominującej polskiej kultury. Znając troskę Litwinów o trwałość ich kruchej tożsamości trudno się spodziewać, że aktywne działania Polski nie zostaną przywitane z obawami czy nawet sprzeciwem.
"Piastowanie litewskości"
Gubrynowicz postuluje polskie wsparcie dla litewskiej kultury i edukacji. Współpraca miałaby polegać np. na kształceniu litewskich nauczycieli w Polsce czy wspieraniu kinematografii i twórczości literackiej. Są to inicjatywy, którym należałoby przyklasnąć. Rodzi się jednak pytanie o sens tworzenia odrębnych struktur mających zapewnić tego typu pomoc, skoro można wykorzystywać do tego już istniejące i chyba sprawnie działające programy wymian młodzieżowych, studenckich, pracowników naukowych, praktyk zawodowych itp. Polacy i Litwini mogą korzystać z dobrodziejstw takich międzynarodowych programów jak Erasmus, Leonardo da Vinci, Młodzież w Działaniu itp. Istnieje Polsko-Litewski Fundusz Wymiany Młodzieży. Działają programy umożliwiające lepszą i efektywniejszą współpracę działaczy społecznych i twórców kultury. Z drugiej strony warto się może zastanowić nad zwiększeniem promocji polskiego kina i literatury na Litwie, a jednocześnie należałoby zadać sobie zdecydowanie więcej trudu, aby popularyzować litewską kulturę, która w praktyce jest u nas niezauważalna. W tych kwestiach wypada się zgodzić z Aleksandrem Gubrynowiczem. Pozostaje jednak pytanie, czy to państwo ma wyprzedzać zapotrzebowanie społeczne, czy też należałoby przede wszystkim zapewniać swobodną przestrzeń dla działań podmiotów prywatnych, organizacji społecznych itp.
Pod rozwagę
Czas na rozważenie pomysłów Aleksandra Gubrynowicza. Warto, aby jego głos dotarł do osób i instytucji odpowiedzialnych za polską politykę zagraniczną, kulturalną i edukacyjną. Są to propozycje człowieka dobrze znającego materię rzeczy, o których się wypowiada. Tym bardziej nie należy ich lekceważyć, choć nie twierdzę, że trzeba przystąpić do ich natychmiastowego wdrażania. Ale po tych koncepcjach widać, że zrodziły się z prawdziwej troski o dobro stosunków polsko-litewskich. Źle się stanie, jeśli zostaną spalone w ogniu krytyki ze strony nieprzejednanych obrońców fałszywie pojmowanej polskości. Równie źle będzie, jeśli znikną w hałasie bieżącej polityki.
tekst ukazał się na psz.pl
piątek, 31 grudnia 2010
2010 - podsumowanie
W mijającym roku warto było interesować się Litwą. Rok 2010 obfitował w wydarzenia ważne dla Litwy, dla jej mieszkańców, ale i w wydarzenia istotne dla stosunków polsko-litewskich.
Jesienią zaczęto głośno mówić o kryzysie w relacjach między naszymi krajami. Po raz pierwszy od wielu lat Litwa znalazła się w orbicie zainteresowania polskich mediów, które wcześniej nie okazywały naszym bałtyckim sąsiadom zbyt wiele uwagi. Być może należałoby sobie życzyć lepszych powodów dla wzrostu medialnego zainteresowania, ale dobre i to. Problemy, o których w tym roku informowały środki przekazu w Polsce są w większości znane od lat, ale zwykle umykały uwadze szerokiej opinii publicznej. Do tej pory koncentrowali się na nich głównie znawcy tematu i pasjonaci. Tym razem teksty poświęcone relacjom polsko-litewskim ukazały się w najbardziej poczytnych dziennikach, tygodnikach, a także w internecie. Materiały na ten temat pokazały ogólnopolskie telewizje. Ale co chyba najważniejsze sprawami tymi intensywnie zajęło się polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Jeszcze w trakcie prawyborów prezydenckich w Platformie Obywatelskiej o nierozwiązanych problemach polskiej mniejszości na Litwie mówił Radosław Sikorski. Wielu innych polskich polityków, a także publicystów zwracało uwagę na wspomniane kwestie.
Warto również podkreślić pewne przewartościowanie jakie nastąpiło w traktowaniu spraw polskiej społeczności na Litwie przez polskie media. Wcześniej, jeśli już w ogóle o tym wspominano, to ograniczano się głównie do kwestii pisowni nazwisk. Tym razem na plan pierwszy zaczęły wysuwać się moim zdaniem bardziej istotne w długoletniej perspektywie problemy szkolnictwa. Wspominano również o sprawie zwrotu ziemi. Co bardziej dociekliwi pytali o społeczne tło tych problemów, o kwestie tożsamościowe, o poziom wzajemnej tolerancji i zaufania Polaków i Litwinów, o historyczne uwarunkowania obecnych zachowań. Obok tematu polskiej mniejszości pojawiały się tematy gospodarcze, przede wszystkim pytania o dalszy los wspólnych inwestycji i projektów energetycznych. Najważniejsze chyba miejsce pośród tych tematów zajmowała sprawa rafinerii w Możejkach, będącej w posiadaniu polskiego Orlenu. W mijającym roku stało się jasne, że litewska rafineria nie pozostanie zbyt długo w rękach polskiego koncernu.
Czy tematy te były równie ważne dla mieszkańców Litwy? Na pewno tak jeśli chodzi o obywateli Litwy narodowości polskiej, ale zapewne także dla innych mieszkańców Wileńszczyzy. Ale podejrzewam, że Litwini zamieszkujący pozostałe regiony bardziej przejmowali się innymi problemami. Musiał ich niepokoić stan państwa, skoro badania opinii publicznej wskazują na zastraszająco niski stopień zaufania Litwinów wobec instytucji życia publicznego (szczególnie rządu, Sejmu i partii politycznych), jak i poszczególnych polityków (rekordy "niepopularności" bije premier Andrius Kubilius). Wydarzyło się z resztą wiele, co mogło utwierdzać obywateli w przekonaniu, że państwo litewskie nie funkcjonuje właściwie: "afera pedofilska", sprawa tajnych więzień CIA, spory polityków, rozdrobnienie partyjne, kolejne dymisje (m. in. ministrów: spraw zagranicznych, zdrowia i kultury, a także prokuratora generalnego). Dla wielu klimat życia publicznego na Litwie staje się nieznośny. Jeden z najwybitniejszych litewskich intelektualistów, Tomas Venclova, ogłosił w minionym roku manifest wymownie zatytułowany "Duszę się".
Trudno dziwić się, że Litwini źle oceniają mijający rok. Prawie połowa uczestników sondażu przeprowadzonego przed Świętami Bożego Narodzenia oceniła 2010 jako nieudany. Nie można się zatem również dziwić, że część mieszkańców Litwy woli szukać swego szczęścia za granicą - kwestie demograficzne były tematem mojego poprzedniego wpisu. Powstaje pytanie, co zamierzają zrobić władze, aby zachęcić niedawnych emigrantów do powrotu do ojczyzny. Zaobserwowane w społeczeństwie litewskim tendencje mogą świadczyć, że w zbliżających się wyborach samorządowych Litwini pokażą czerwoną kartkę współrządzącemu konserwatywnemu Związkowi Ojczyzny. Opozycyjni socjaldemokraci nawoływali do przeprowadzenia przedterminowych wyborów parlamentarnych, ale nie znaleźli dla swego pomysłu sojuszników. Nie można jednak wykluczyć, że Nowy Rok przyniesie kolejne przetasowania na szczytach władzy, być może do odejścia będzie zmuszony Andrius Kubilius. W szeregach jego własnej partii rośnie mu silna konkurencja - reprezentująca Związek Ojczyzny przewodnicząca parlamentu Irena Degutienė pozwala sobie na dużą niezależność w opiniach i cieszy się znacznie lepszymi wynikami popularności niż szef rządu.
Jeśli chodzi o wspomniane rankingi (o ile mogą być one jakąkolwiek wykładnią), to pozycja prezydent Dalii Grybauskaitė wydaje się być niewzruszona. Litwini wciąż ufają swojej prezydent. W minionym roku Grybauskaitė doprowadziła m. in. do dymisji szefa dyplomacji Vygaudasa Ušackasa, który jej zdaniem prowadził zbyt samodzielną politykę zagraniczną. Co ciekawe, jego miejsce zajął konserwatysta Audronius Ažubalis, któremu można wiele zarzucić, ale na pewno nie to, że jest politykiem niesamodzielnym. Ažubalis znany był do tej pory z odważnej, ostrej retoryki, zwłaszcza jeśli chodzi o relacje z Rosją (choć i Polacy mogliby przypomnieć niektóre jego "niepoprawne politycznie" wypowiedzi). Jako szef MSZ musiał współpracować z prezydent Grybauskaitė, która postanowiła przestawić litewską politykę zagraniczną na tory pragmatyzmu. Urzędująca prezydent wiele energii poświęciła na "ocieplanie" stosunków z Rosją i Białorusią. Jeśli chodzi o tę ostatnią to szereg kontrowersji wywołała jej rzekoma wypowiedź, w której miała nazwać Alaksandra Łukaszenkę "gwarantem stabilności gospodarczej i politycznej". Powyborcze wydarzenia w Mińsku w ostatnich dniach poddały w wątpliwość politykę "appeasementu" wobec Łukaszenki. Dla równowagi warto dodać, że również z Litwy posypały się głosy oburzenia wobec represji, jakie białoruskie władze zastosowały względem opozycji.
Najważniejszym wydarzeniem mijającego roku w Polsce była bez wątpienia tragedia smoleńska, śmierć prezydenta, jego małżonki oraz szeregu innych wybitnych osobistości, urzędników państwowych i działaczy społecznych. Ale również Litwini pożegnali w kończącym się roku zmarłego prezydenta. W czerwcu zmarł Algirdas Brazauskas, pierwszy prezydent niepodległej Litwy, a zarazem były I sekretarz partii komunistycznej, który w swej biografii uosabiał dramatyczne nieraz losy litewskiego narodu w XX wieku. Różnie oceniany przez współczesnych, ale co warto podkreślić, polityk zdolny do podejmowania odważnych decyzji. Położył wielkie zasługi dla odbudowy państwa litewskiego, mimo że był radzieckim aparatczykiem. Potrafił, co rzadko zdarza się w polityce, wycofać się z życia publicznego po pierwszej prezydenckiej kadencji. Wkrótce jednak wrócił by patronować nowej centrolewicowej koalicji, a potem objął funkcję premiera. Nie uniknął krytyki, ale decyzja biskupa wileńskiego Audrysa Bačkisa, który nie pozwolił na wystawienie trumny z ciałem byłego prezydenta w wileńskiej katedrze została przyjęta na Litwie z dużym niesmakiem.
Czy wobec tych wszystkich problemów Litwini mieli w mijającym roku jakieś powody do zadowolenia? Sami za jedno z najważniejszych wydarzeń mijającego roku uznali sukces swoich koszykarzy. Litewska reprezentacja na odbywających się w Turcji Mistrzostwach Świata zdobyła brązowy medal. Litwini zaliczyli w tym turnieju tylko i aż jedną porażkę - w decydującym o awansie do finału meczu półfinałowym z USA. Warto dodać, że Amerykanie sięgnęli później po złoty medal, zatem Litwini mogli się pochwalić, że przegrali jedynie z triumfatorami. Reprezentacja Litwy potwierdziła, że należy do światowej czołówki i że rację mają ci, którzy mówią, że koszykówka to narodowy sport, czy wręcz "narodowa religia" Litwinów. Także jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, Litwini nie ucierpieli na skutek globalnego kryzysu w takim stopniu, jak wcześniej straszono. W lipcu premier Kubilius ogłosił, że litewska gospodarka "wychodzi z kryzysu". Ale dopiero nadchodzący rok pokaże, czy szef rządu nie pozwolił sobie na zbytni optymizm.
Ciekawe są wyniki badań opinii publicznej, o których pisze Radio "Znad Wilii". Wynika z nich, że Litwini w 2011 roku życzą sobie przede wszystkim zdrowia, pieniędzy, w dalszej kolejności spokoju oraz więcej czasu dla siebie i bliskich. Nie pozostaje mi nic innego, jak tego właśnie życzyć i Litwinom, i wszystkim czytelnikom tego bloga. Szczęśliwego Nowego Roku!
Jesienią zaczęto głośno mówić o kryzysie w relacjach między naszymi krajami. Po raz pierwszy od wielu lat Litwa znalazła się w orbicie zainteresowania polskich mediów, które wcześniej nie okazywały naszym bałtyckim sąsiadom zbyt wiele uwagi. Być może należałoby sobie życzyć lepszych powodów dla wzrostu medialnego zainteresowania, ale dobre i to. Problemy, o których w tym roku informowały środki przekazu w Polsce są w większości znane od lat, ale zwykle umykały uwadze szerokiej opinii publicznej. Do tej pory koncentrowali się na nich głównie znawcy tematu i pasjonaci. Tym razem teksty poświęcone relacjom polsko-litewskim ukazały się w najbardziej poczytnych dziennikach, tygodnikach, a także w internecie. Materiały na ten temat pokazały ogólnopolskie telewizje. Ale co chyba najważniejsze sprawami tymi intensywnie zajęło się polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Jeszcze w trakcie prawyborów prezydenckich w Platformie Obywatelskiej o nierozwiązanych problemach polskiej mniejszości na Litwie mówił Radosław Sikorski. Wielu innych polskich polityków, a także publicystów zwracało uwagę na wspomniane kwestie.
Warto również podkreślić pewne przewartościowanie jakie nastąpiło w traktowaniu spraw polskiej społeczności na Litwie przez polskie media. Wcześniej, jeśli już w ogóle o tym wspominano, to ograniczano się głównie do kwestii pisowni nazwisk. Tym razem na plan pierwszy zaczęły wysuwać się moim zdaniem bardziej istotne w długoletniej perspektywie problemy szkolnictwa. Wspominano również o sprawie zwrotu ziemi. Co bardziej dociekliwi pytali o społeczne tło tych problemów, o kwestie tożsamościowe, o poziom wzajemnej tolerancji i zaufania Polaków i Litwinów, o historyczne uwarunkowania obecnych zachowań. Obok tematu polskiej mniejszości pojawiały się tematy gospodarcze, przede wszystkim pytania o dalszy los wspólnych inwestycji i projektów energetycznych. Najważniejsze chyba miejsce pośród tych tematów zajmowała sprawa rafinerii w Możejkach, będącej w posiadaniu polskiego Orlenu. W mijającym roku stało się jasne, że litewska rafineria nie pozostanie zbyt długo w rękach polskiego koncernu.
Czy tematy te były równie ważne dla mieszkańców Litwy? Na pewno tak jeśli chodzi o obywateli Litwy narodowości polskiej, ale zapewne także dla innych mieszkańców Wileńszczyzy. Ale podejrzewam, że Litwini zamieszkujący pozostałe regiony bardziej przejmowali się innymi problemami. Musiał ich niepokoić stan państwa, skoro badania opinii publicznej wskazują na zastraszająco niski stopień zaufania Litwinów wobec instytucji życia publicznego (szczególnie rządu, Sejmu i partii politycznych), jak i poszczególnych polityków (rekordy "niepopularności" bije premier Andrius Kubilius). Wydarzyło się z resztą wiele, co mogło utwierdzać obywateli w przekonaniu, że państwo litewskie nie funkcjonuje właściwie: "afera pedofilska", sprawa tajnych więzień CIA, spory polityków, rozdrobnienie partyjne, kolejne dymisje (m. in. ministrów: spraw zagranicznych, zdrowia i kultury, a także prokuratora generalnego). Dla wielu klimat życia publicznego na Litwie staje się nieznośny. Jeden z najwybitniejszych litewskich intelektualistów, Tomas Venclova, ogłosił w minionym roku manifest wymownie zatytułowany "Duszę się".
Trudno dziwić się, że Litwini źle oceniają mijający rok. Prawie połowa uczestników sondażu przeprowadzonego przed Świętami Bożego Narodzenia oceniła 2010 jako nieudany. Nie można się zatem również dziwić, że część mieszkańców Litwy woli szukać swego szczęścia za granicą - kwestie demograficzne były tematem mojego poprzedniego wpisu. Powstaje pytanie, co zamierzają zrobić władze, aby zachęcić niedawnych emigrantów do powrotu do ojczyzny. Zaobserwowane w społeczeństwie litewskim tendencje mogą świadczyć, że w zbliżających się wyborach samorządowych Litwini pokażą czerwoną kartkę współrządzącemu konserwatywnemu Związkowi Ojczyzny. Opozycyjni socjaldemokraci nawoływali do przeprowadzenia przedterminowych wyborów parlamentarnych, ale nie znaleźli dla swego pomysłu sojuszników. Nie można jednak wykluczyć, że Nowy Rok przyniesie kolejne przetasowania na szczytach władzy, być może do odejścia będzie zmuszony Andrius Kubilius. W szeregach jego własnej partii rośnie mu silna konkurencja - reprezentująca Związek Ojczyzny przewodnicząca parlamentu Irena Degutienė pozwala sobie na dużą niezależność w opiniach i cieszy się znacznie lepszymi wynikami popularności niż szef rządu.
Jeśli chodzi o wspomniane rankingi (o ile mogą być one jakąkolwiek wykładnią), to pozycja prezydent Dalii Grybauskaitė wydaje się być niewzruszona. Litwini wciąż ufają swojej prezydent. W minionym roku Grybauskaitė doprowadziła m. in. do dymisji szefa dyplomacji Vygaudasa Ušackasa, który jej zdaniem prowadził zbyt samodzielną politykę zagraniczną. Co ciekawe, jego miejsce zajął konserwatysta Audronius Ažubalis, któremu można wiele zarzucić, ale na pewno nie to, że jest politykiem niesamodzielnym. Ažubalis znany był do tej pory z odważnej, ostrej retoryki, zwłaszcza jeśli chodzi o relacje z Rosją (choć i Polacy mogliby przypomnieć niektóre jego "niepoprawne politycznie" wypowiedzi). Jako szef MSZ musiał współpracować z prezydent Grybauskaitė, która postanowiła przestawić litewską politykę zagraniczną na tory pragmatyzmu. Urzędująca prezydent wiele energii poświęciła na "ocieplanie" stosunków z Rosją i Białorusią. Jeśli chodzi o tę ostatnią to szereg kontrowersji wywołała jej rzekoma wypowiedź, w której miała nazwać Alaksandra Łukaszenkę "gwarantem stabilności gospodarczej i politycznej". Powyborcze wydarzenia w Mińsku w ostatnich dniach poddały w wątpliwość politykę "appeasementu" wobec Łukaszenki. Dla równowagi warto dodać, że również z Litwy posypały się głosy oburzenia wobec represji, jakie białoruskie władze zastosowały względem opozycji.
Najważniejszym wydarzeniem mijającego roku w Polsce była bez wątpienia tragedia smoleńska, śmierć prezydenta, jego małżonki oraz szeregu innych wybitnych osobistości, urzędników państwowych i działaczy społecznych. Ale również Litwini pożegnali w kończącym się roku zmarłego prezydenta. W czerwcu zmarł Algirdas Brazauskas, pierwszy prezydent niepodległej Litwy, a zarazem były I sekretarz partii komunistycznej, który w swej biografii uosabiał dramatyczne nieraz losy litewskiego narodu w XX wieku. Różnie oceniany przez współczesnych, ale co warto podkreślić, polityk zdolny do podejmowania odważnych decyzji. Położył wielkie zasługi dla odbudowy państwa litewskiego, mimo że był radzieckim aparatczykiem. Potrafił, co rzadko zdarza się w polityce, wycofać się z życia publicznego po pierwszej prezydenckiej kadencji. Wkrótce jednak wrócił by patronować nowej centrolewicowej koalicji, a potem objął funkcję premiera. Nie uniknął krytyki, ale decyzja biskupa wileńskiego Audrysa Bačkisa, który nie pozwolił na wystawienie trumny z ciałem byłego prezydenta w wileńskiej katedrze została przyjęta na Litwie z dużym niesmakiem.
Czy wobec tych wszystkich problemów Litwini mieli w mijającym roku jakieś powody do zadowolenia? Sami za jedno z najważniejszych wydarzeń mijającego roku uznali sukces swoich koszykarzy. Litewska reprezentacja na odbywających się w Turcji Mistrzostwach Świata zdobyła brązowy medal. Litwini zaliczyli w tym turnieju tylko i aż jedną porażkę - w decydującym o awansie do finału meczu półfinałowym z USA. Warto dodać, że Amerykanie sięgnęli później po złoty medal, zatem Litwini mogli się pochwalić, że przegrali jedynie z triumfatorami. Reprezentacja Litwy potwierdziła, że należy do światowej czołówki i że rację mają ci, którzy mówią, że koszykówka to narodowy sport, czy wręcz "narodowa religia" Litwinów. Także jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, Litwini nie ucierpieli na skutek globalnego kryzysu w takim stopniu, jak wcześniej straszono. W lipcu premier Kubilius ogłosił, że litewska gospodarka "wychodzi z kryzysu". Ale dopiero nadchodzący rok pokaże, czy szef rządu nie pozwolił sobie na zbytni optymizm.
Ciekawe są wyniki badań opinii publicznej, o których pisze Radio "Znad Wilii". Wynika z nich, że Litwini w 2011 roku życzą sobie przede wszystkim zdrowia, pieniędzy, w dalszej kolejności spokoju oraz więcej czasu dla siebie i bliskich. Nie pozostaje mi nic innego, jak tego właśnie życzyć i Litwinom, i wszystkim czytelnikom tego bloga. Szczęśliwego Nowego Roku!
poniedziałek, 27 grudnia 2010
Mało nas...Litwinów
Litwinów jest coraz mniej. Tak przynajmniej wynika z danych, które opublikował litewski Departament Statystyki. W grudniu bieżącego roku liczebność mieszkańców Litwy została obliczona na ponad 3 miliony 249 tysięcy. W porównaniu z grudniem 2009 r. liczba ludność spadła o ponad 82 tysiące. Demografowie już od dawna biją na alarm, a według najnowszych doniesień - jeśli utrzyma się tendencja spadkowa - Litwie grozi, że w 2035 r. będzie liczyć mniej niż 3 miliony ludności (podaję za Radiem "Znad Wilii").
Dla i tak już małego narodu są to wiadomości dramatyczne. Szczególnie niepokoi starzenie się społeczeństwa i niekończąca się fala emigracji. Zaobserwowane tendencje mogą doprowadzić do tego, że przyszli emeryci nie będą mogli liczyć na wsparcie ze strony młodszego pokolenia. Skutkiem będzie załamanie systemu emerytalnego opartego na solidarności pokoleń. Z podobnym problemem mamy do czynienia w Polsce.
Co zaś tyczy się emigracji, to Litwa narażona jest na zjawisku drenażu mózgów. Wyjeżdżają zarówno ci, którzy w ojczyźnie nie mogą sobie poradzić z trudną sytuacją materialną, jak i ci najzdolniejsi, dla których rodzimy rynek pracy nie jest w stanie zaoferować odpowiednich warunków rozwoju zawodowego i intelektualnego. Nawet jeśli pracujący za granicą Litwini część swoich dochodów przeznaczają na wsparcie bliskich, którzy zostali w kraju, to nie jest to w stanie zrekompensować nieodwracalnych strat dla krajowej gospodarki i litewskiego społeczeństwa.
Długofalowe skutki są trudno do oszacowania - rozpad więzi społecznych, brak oparcia dla starszych w młodszym pokoleniu, utrata zdolnych i produktywnych kadr. Warto również spojrzeć na temat nieco szerzej, w kontekście sytuacji innego kraju regionu - Łotwy, który przeżywa podobne problemy. Więcej na temat sytuacji demograficznej na Łotwie w portalu kresy.pl w artykule "Kraj jedynie pochodzenia".
Dla i tak już małego narodu są to wiadomości dramatyczne. Szczególnie niepokoi starzenie się społeczeństwa i niekończąca się fala emigracji. Zaobserwowane tendencje mogą doprowadzić do tego, że przyszli emeryci nie będą mogli liczyć na wsparcie ze strony młodszego pokolenia. Skutkiem będzie załamanie systemu emerytalnego opartego na solidarności pokoleń. Z podobnym problemem mamy do czynienia w Polsce.
Co zaś tyczy się emigracji, to Litwa narażona jest na zjawisku drenażu mózgów. Wyjeżdżają zarówno ci, którzy w ojczyźnie nie mogą sobie poradzić z trudną sytuacją materialną, jak i ci najzdolniejsi, dla których rodzimy rynek pracy nie jest w stanie zaoferować odpowiednich warunków rozwoju zawodowego i intelektualnego. Nawet jeśli pracujący za granicą Litwini część swoich dochodów przeznaczają na wsparcie bliskich, którzy zostali w kraju, to nie jest to w stanie zrekompensować nieodwracalnych strat dla krajowej gospodarki i litewskiego społeczeństwa.
Długofalowe skutki są trudno do oszacowania - rozpad więzi społecznych, brak oparcia dla starszych w młodszym pokoleniu, utrata zdolnych i produktywnych kadr. Warto również spojrzeć na temat nieco szerzej, w kontekście sytuacji innego kraju regionu - Łotwy, który przeżywa podobne problemy. Więcej na temat sytuacji demograficznej na Łotwie w portalu kresy.pl w artykule "Kraj jedynie pochodzenia".
sobota, 18 września 2010
Postrzeganie stosunków polsko-litewskich przez studentów Uniwersytetu Warszawskiego
Na stronie Ambasady Republiki Litewskiej można zapoznać się z pracą pt. "Postrzeganie stosunków polsko-litewskich przez studentów Uniwersytetu Warszawskiego" opartą o wyniki badań przeprowadzonych wśród studentów warszawskiej uczelni. Autorką pracy jest Natalia Szpurko, studentka socjologii w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW.
Już za sam pomysł i jego realizację należą się autorce gratulacje i podziękowania. Warto dodać, że badania zostały objęte patronatem przez Ambasadę Republiki Litewskiej. To kolejny dowód, że litewskiej placówce dyplomatycznej zależy na pogłębianiu wiedzy o Litwie wśród Polaków, zwłaszcza wśród młodzieży.
Wyniki badań zostały szczegółowo przedstawione i omówione w pracy, dlatego ograniczę się tylko do krótkiego komentarza. Studenci UW przyznają, że ich wiedza o Litwie jest niewielka, a skojarzenia nieliczne. Mimo to większości zależy na dobrych stosunkach polsko-litewskich. Wyniki dowodzą również, że młodzież akademicka chciałaby pogłębiać swoją wiedzę o Litwie.
Tematem, który wzbudza ich największe zainteresowanie są współczesne stosunki polsko-litewskie i perspektywa rozwoju strategicznego partnerstwa między naszymi krajami. Młodzież chciałaby również aktywnie uczestniczyć w inicjatywach i wydarzeniach popularyzujących szeroko pojętą litewską kulturę, muzykę, folklor, sztukę kulinarną itp., jak i poświęconych tematyce politycznej.
Rezultaty badań przeprowadzonych przez Natalię Szpurko napawają umiarkowanym optymizmem. Być może Litwa jest dziś krajem nieznanym polskiej młodzieży akademickiej, ale wiele wskazuje na to, że studenci chcą ten stan zmienić. Wypada tylko mieć nadzieję, że wyniki ankiety posłużą instytucjom zaangażowanym w promocję wiedzy o Litwie wśród młodych Polaków.
Już za sam pomysł i jego realizację należą się autorce gratulacje i podziękowania. Warto dodać, że badania zostały objęte patronatem przez Ambasadę Republiki Litewskiej. To kolejny dowód, że litewskiej placówce dyplomatycznej zależy na pogłębianiu wiedzy o Litwie wśród Polaków, zwłaszcza wśród młodzieży.
Wyniki badań zostały szczegółowo przedstawione i omówione w pracy, dlatego ograniczę się tylko do krótkiego komentarza. Studenci UW przyznają, że ich wiedza o Litwie jest niewielka, a skojarzenia nieliczne. Mimo to większości zależy na dobrych stosunkach polsko-litewskich. Wyniki dowodzą również, że młodzież akademicka chciałaby pogłębiać swoją wiedzę o Litwie.
Tematem, który wzbudza ich największe zainteresowanie są współczesne stosunki polsko-litewskie i perspektywa rozwoju strategicznego partnerstwa między naszymi krajami. Młodzież chciałaby również aktywnie uczestniczyć w inicjatywach i wydarzeniach popularyzujących szeroko pojętą litewską kulturę, muzykę, folklor, sztukę kulinarną itp., jak i poświęconych tematyce politycznej.
Rezultaty badań przeprowadzonych przez Natalię Szpurko napawają umiarkowanym optymizmem. Być może Litwa jest dziś krajem nieznanym polskiej młodzieży akademickiej, ale wiele wskazuje na to, że studenci chcą ten stan zmienić. Wypada tylko mieć nadzieję, że wyniki ankiety posłużą instytucjom zaangażowanym w promocję wiedzy o Litwie wśród młodych Polaków.
wtorek, 17 sierpnia 2010
Stosunki polsko-litewskie. Potrzeba wyjścia poza stereotypy
Minął miesiąc od opublikowania na psz.pl tekstu Piotra Maciążka pt. "Grunwald stosunków polsko-litewskich", którym - jak sądzę - autor chciał przywitać 600. rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Tekst Maciążka nie doczekał się jak do tej pory żadnego komentarza, mimo że zawiera on wiele dyskusyjnych uwag, wobec których nie można przejść obojętnie. Powziąłem zatem próbę polemiki z niektórymi jego tezami.
Z lektury tekstu "Grunwald stosunków polsko-litewskich" wynika przede wszystkim, że autor nie orientuje się w realiach litewskich, nie zna Litwy i Litwinów, a większość swych spostrzeżeń oparł o utarte schematy pokutujące od lat w stosunkach polsko-litewskich, a które już dawno straciły aktualność, bądź nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości. Dla osób zainteresowanych Litwą i jednocześnie zainteresowanych właściwym rozwojem relacji pomiędzy naszymi państwami i społeczeństwami błędy zawarte w artykule Piotra Maciążka musiały być szczególnie rażące.
Autor błędnie wychodzi z założenia, że wśród Litwinów panuje "głęboko zakorzeniony antypolonizm". Jest to opinia nieprawdziwa i krzywdząca. Jak sądzę autor nie miał nigdy okazji poznać osobiście Litwinów, a być może poznał tylko takich, którzy pasowali do promowanego przez niego stereotypu. W rzeczywistości wśród Litwinów, zwłaszcza wśród młodzieży, nie brakuje osób życzliwych i przyjaznych Polsce. Dostrzegłem to osobiście, gdy moi litewscy znajomi przesyłali mi wyrazy współczucia po tragedii smoleńskiej 10 kwietnia br. Także wówczas na facebooku powstała grupa "Współczujących Polce", której liczebność lawinowo rosła z godziny na godzinę. Ale wyjdźmy poza granice portali społecznościowych. Także w przestrzeni publicznej na Litwie są obecne osoby, które nie raz dają wyraz temu, że w myśleniu o Polsce i Polakach nie kierują się nacjonalizmem i uprzedzeniami. I nie są oni wcale - jak chciałby autor - odosobnieni. Wśród historyków będzie to nie tylko wspomniany przez autora Edvardas Gudavičius, ale również Mečislovas Jučas, Alvydas Nikžentaitis czy małżeństwo Zigmantasa Kiaupy i Jurate Kiaupiene (wszyscy oni zostali w ub. roku odznaczeni przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego Orderem Odrodzenia Polski za "wybitne zasługi w rozwijaniu współpracy między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Litewską"). Do tej listy należy również dopisać Egidijusa Aleksandravičiusa i Alfredasa Bumblauskasa.
W polityce litewskiej - to fakt - bardzo często, by nie powiedzieć za często zdarzają się wypowiedzi i działania niechętne Polakom, krzywdzące i niesprawiedliwe. Ostentacyjnie antypolskie wystąpienia niektórych posłów, jak choćby szefa frakcji narodowej w ramach rządzącego Związku Ojczyzny, Gintarasa Songaili, domagają się potępienia. Jest niedobrym sygnałem, że kierownictwo litewskich konserwatystów daje przyzwolenie na tego typu ekscesy. Ale gwoli sprawiedliwości należy dodać, że w litewskim parlamencie można również spotkać rzeczywistych rzeczników polsko-litewskiej współpracy, spośród których na plan pierwszy wysuwa się na pewno Emanuelis Zingeris, nota bene zasłużony działacz społeczności żydowskiej. O potrzebie rozwiązywania polsko-litewskich problemów, zarówno współczesnych, jak i tych wynikających ze wspólnej historii wielokrotnie wypowiadało się wielu publicystów i komentatorów, jak choćby dziennikarze Rimvydas Valatka czy Audrius Bačiulis. Piotrowi Maciążkowi polecam również lekturę tekstów Kęstutisa Girniusa, wybitnego litewskiego politologa i filozofa. Jego wypowiedzi na temat kondycji litewskiego społeczeństwa są dostępne na wyciągnięcie ręki w internecie, także w języku polskim. Ta wyliczanka byłaby niepełna bez nazwiska Tomasa Venclovy, znamienitego literata i tłumacza, który spośród wymienionych osób wydaje się być największym orędownikiem przyjaźni polsko-litewskiej. Venclova, choć ze względów biograficznych sam może być uznany za postać kontrowersyjną, ma odwagę bezkompromisowego oceniania swych rodaków.
Dalej autor powtarza i upowszechnia kilka mitów, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Stwierdzenie, że "społeczeństwo litewskie jest przepojone nieufnością i poczuciem krzywdy" właściwie wpisuje się w wypowiedziane wcześniej słowa o głęboko zakorzenionym antypolonizmie Litwinów. Podobnie jak ono jest dowodem na to, że autor opierał swoje opinie raczej o pewne wyobrażenie o Litwinach (i, powiedzmy to, dość fałszywe) niż o rzeczywistą wiedzę, którą można byłoby poprzeć choćby wynikami badań opinii publicznej czy lekturą tekstów publicystycznych (dostępnych również w języku polskim). Nie twierdzę, że takich zachować u Litwinów dziś się nie spotyka, bo u części społeczeństwa na pewno wciąż silne są antypolskie uprzedzenia, ale stwierdzenie o zdominowaniu Litwinów przez nieufność i poczucie krzywdy wydaje się być grubym nadużyciem. Wystarczy rzut oka na przywoływane także w polskich mediach (choć stanowczo za cicho) rezultaty badań opinii, z których wynikało, że większość Litwinów nie widzi przeszkód dla umożliwienia litewskim Polakom zapisywania swoich nazwisk zgodnie z regułami pisowni polskiej, a nie litewskiej, jak to ma miejsce w chwili obecnej. Kolejny mit to przekonanie, że współcześni Litwini nadal uważają za zdrajcę Władysława Jagiełłę. Faktem jest, że przed wojną na Litwie odbył się kuriozalny sąd na Jagiełłą i że łatka zdrajcy została mu przyczepiona na długie lata. Rola Jagiełły w historii Wielkiego Księstwa Litewskiego jest wciąż dyskutowana i nadal przeciwstawia się mu Witolda jako władcę lepiej i skuteczniej dbającego o litewski interes państwowy. Ale wydaje się, że historiografia litewska odeszła już od upowszechniania wizerunku Jagiełły jako zdrajcy.
Za kuriozum należy uznać ustęp, w którym autor stwierdza: "litewski stosunek do AK jest dla Polaka tak samo nie zrozumiały jak szacunek dla weteranów SS na Litwie". Autor pomieszał tu rzeczywisty spór o rolę Armii Krajowej na Wileńszczyźnie z zupełnie wyimaginowanym szacunkiem jakim Litwini mieliby darzyć weteranów SS. Nie wiem skąd przekonanie autora o takich nastrojach wśród Litwinów. Być może na Litwie są obecne jakieś grupy neonazistowskie, które z estymą odnoszą się do dziedzictwa III Rzeszy, ale podobnych radykałów można spotkać w innych krajach Europy, także w Polsce. Na szczęście stanowią jedynie margines życia społeczno-politycznego. Warto w tym miejscu podkreślić, że w ramach Waffen-SS nigdy nie funkcjonowały formacje litewskie. Być może autor tego nie wie, być może pomylił Litwą z Łotwą, gdzie faktycznie sformowano dywizje ochotnicze SS. Na Litwie w czasie okupcacji działały natomiast różnego rodzaju formacje kolaboranckie, m. in. osławieni "strzelcy ponarscy". Nie można jednak powiedzieć, żeby weterani tych formacji otaczani byli przez naród jakimś szczególnym szacunkiem. Jest to nadal nierozwiązany problem, ale na Litwie po 1991 r. udało się otworzyć dyskusję na temat rozliczenia udziału Litwinów w zbrodniach hitlerowskich. I nie jest to wcale tematem tabu. Autorowi można natomiast przyznać rację, jeśli chodzi o stosunek Litwinów do AK. Tu rzeczywiście mamy do czynienia z poważnym problemem i niezabliźnionymi ranami.
Oczywiście nie jest też tak, że Litwa jest dziś oazą spokoju, demokracji, dostatku i tolerancji. Warto w tym miejscu zrobić pewnę uwagę na temat kondycji współczesnego społeczeństwa litewskiego, a ta może dziś nie nastrajać optymistycznie. Wydaje się, że jednym z najpoważniejszych problemów jest spadek zaufania społecznego wobec instytucji państwowych. Litwini nie ufają własnemu państwu, dostrzegają jego nieudolność, czują że nie jest ono w stanie bronić i chronić ich (jeden z najgłośniejszych przykładów z ostatnich lat to afera pedofilska, tzw. "sprawa Kedysa", gdzie lekceważenie ze strony organów ścigania miały skłonić ojca dziewczynki molestowanej przez gang pedofili do wymierzenia sprawiedliwości na własną rękę). Sejm, rząd, partie polityczne od lat zajmują najniższe miejsce w rankingach zaufania, życie polityczne zatruwają rozdrobnienie partyjne, spory personalne, korupcja i nepotyzm. Także w życiu codziennym dostrzegalne są objawy kryzysu. Wielu Litwinów emigruje do Europy Zachodniej szukając tam lepszego zarobku, co może w przyszłości zrodzić poważne konsekwencje demograficzne. A jednak spacer po wileńskim Starym Mieście, gdzie co krok otwarte są wypełnione po brzegi restauracje, kawiarnie i puby, może rodzić przekonanie, że Litwini przynajmniej na zewnątrz nie chcą pokazywać po sobie marazmu. Być może ta krótka uwaga nie ma wiele wspólnego z tematem artykułu Piotra Maciążka, ale warto chyba jednak widzieć kwestię stosunków polsko-litewskich w szerszym kontekście, a tym jest bez wątpienia stan społczeństwa Litwy, w którym polski problem jest zaledwie jednym z wielu. Jeśli coś dziś Litwinów trapi, to raczej troska o dzień jutrzejszy, a nie obawy przed polskim zagrożeniem.
Jeśli z czymś można się zgodzić w artykule Piotra Maciążka to być może z ostatnim akapitem tekstu, w którym mowa jest o konieczności przezwyciężenia problemów w celu wzmocnienia współpracy i budowy wzajemnego zaufania. Ciekawe jednak, że autor nie stawia praktycznie żadnych, czy prawie żadnych wymagań stronie polskiej widząc zaniedbania tylko po stronie litewskiej. A przecież dziś wydaje się oczywiste choćby pytanie, czy rzeczywiście przemyślanym i rozsądnym był zakup rafinerii w Możejkach, który przed kilku laty odtrąbiono jako niebywały sukces Polski. Chciałoby się również zapytać czy polskie władze podejmują wystarczające działania w celu ochrony praw polskiej mniejszości na Wileńszczyźnie. Z drugiej zaś strony rodzą się pytania, czy i my robimy dostatecznie dużo dla rozwiązania problemów wokół wspólnej historii i kontrowersyjnych tematów. Z pozoru może się wydawać, że państwo polskie o wiele lepiej dba o litewską mniejszość niż Republika Litewska o Polaków na Litwie. Ale i tu pojawiają się sygnały zaniedbań, które nie mogą być lekceważone. Im lepiej będziemy wywiązywać się ze zobowiązań względem żyjących w naszym kraju mniejszości, tym więcej będziemy mogli wymagać od innych i tym skuteczniej będziemy mogli egzekwować zobowiązania innych względem naszych rodaków za granicą.
Autor daje na koniec wyraz swemu przekonaniu o potrzebie budowy strategicznego sojuszu polsko-litewskiego. Stwierdza przy tym, że "(Litwini) potrafią bowiem dostrzec rosyjską maskę". O ile dobrze rozumiem metaforę, autorowi wydaje się, że Litwini potrafią dostrzegać zagrożenie ze strony Rosji i na tej podstawie mogą budować sojusz z Polską, który będzie w stanie neutralizować rosyjskie wpływy w regionie. Tym samym autor raz jeszcze pokazuje, że procesy polityczne na Litwie są mu nieznane. Poprzedni prezydent Litwy Valdas Adamkus faktycznie prowadził politykę schładzania relacji z Rosją, współdziałając w tym m. in. z Lechem Kaczyńskim. Wyrazem tego było choćby wsparcie udzielone Gruzji w czasie konfliktu zbrojnego dwa lata temu. Jednak następczyni Adamkusa Dalia Grybauskaite odeszła od takiego sposobu prowadzenia polityki zagranicznej i w stosunkach z Rosją kieruje się raczej pragmatyzmem. I nie jest przy tym odosobniona. Mimo to na litewskiej scenie politycznej poważne wpływy zachowują grupy i działacze, którzy wciąż podchodzą ze sceptycyzmem do idei ocieplenia stosunków litewsko-rosyjskich i dla których nadal najważniejsza w ramach tych stosunków pozostaje obrona litewskiego interesu państwowego. Czym innym z kolei jest problem powiązań części litewskiego establishmentu z rosyjskim kapitałem (odpryskiem czego była choćby afera Paksasa). Patologiczne związki części litewskich elit polityczno-gospodarczych z Rosją wydają się być znacznie poważniejszym problemem od wyimaginowanego celebrowania weteranów SS czy rzekomego "głęboko zakorzenionego antypolonizmu".
Daleki jestem od przymykania oczu na rzeczywistość. A rzeczywistość jest taka, że mamy obecnie do czynienia z być może najpoważniejszym kryzysem w stosunkach polsko-litewskich od czasu ponownego nawiązania stosunków dyplomatycznych w 1991 r. Nie przezwyciężymy jednak tego kryzysu jeśli będziemy tkwić w anachronicznych schematach i stereotypach.
tekst ukazał się na psz.pl
Z lektury tekstu "Grunwald stosunków polsko-litewskich" wynika przede wszystkim, że autor nie orientuje się w realiach litewskich, nie zna Litwy i Litwinów, a większość swych spostrzeżeń oparł o utarte schematy pokutujące od lat w stosunkach polsko-litewskich, a które już dawno straciły aktualność, bądź nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości. Dla osób zainteresowanych Litwą i jednocześnie zainteresowanych właściwym rozwojem relacji pomiędzy naszymi państwami i społeczeństwami błędy zawarte w artykule Piotra Maciążka musiały być szczególnie rażące.
Autor błędnie wychodzi z założenia, że wśród Litwinów panuje "głęboko zakorzeniony antypolonizm". Jest to opinia nieprawdziwa i krzywdząca. Jak sądzę autor nie miał nigdy okazji poznać osobiście Litwinów, a być może poznał tylko takich, którzy pasowali do promowanego przez niego stereotypu. W rzeczywistości wśród Litwinów, zwłaszcza wśród młodzieży, nie brakuje osób życzliwych i przyjaznych Polsce. Dostrzegłem to osobiście, gdy moi litewscy znajomi przesyłali mi wyrazy współczucia po tragedii smoleńskiej 10 kwietnia br. Także wówczas na facebooku powstała grupa "Współczujących Polce", której liczebność lawinowo rosła z godziny na godzinę. Ale wyjdźmy poza granice portali społecznościowych. Także w przestrzeni publicznej na Litwie są obecne osoby, które nie raz dają wyraz temu, że w myśleniu o Polsce i Polakach nie kierują się nacjonalizmem i uprzedzeniami. I nie są oni wcale - jak chciałby autor - odosobnieni. Wśród historyków będzie to nie tylko wspomniany przez autora Edvardas Gudavičius, ale również Mečislovas Jučas, Alvydas Nikžentaitis czy małżeństwo Zigmantasa Kiaupy i Jurate Kiaupiene (wszyscy oni zostali w ub. roku odznaczeni przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego Orderem Odrodzenia Polski za "wybitne zasługi w rozwijaniu współpracy między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Litewską"). Do tej listy należy również dopisać Egidijusa Aleksandravičiusa i Alfredasa Bumblauskasa.
W polityce litewskiej - to fakt - bardzo często, by nie powiedzieć za często zdarzają się wypowiedzi i działania niechętne Polakom, krzywdzące i niesprawiedliwe. Ostentacyjnie antypolskie wystąpienia niektórych posłów, jak choćby szefa frakcji narodowej w ramach rządzącego Związku Ojczyzny, Gintarasa Songaili, domagają się potępienia. Jest niedobrym sygnałem, że kierownictwo litewskich konserwatystów daje przyzwolenie na tego typu ekscesy. Ale gwoli sprawiedliwości należy dodać, że w litewskim parlamencie można również spotkać rzeczywistych rzeczników polsko-litewskiej współpracy, spośród których na plan pierwszy wysuwa się na pewno Emanuelis Zingeris, nota bene zasłużony działacz społeczności żydowskiej. O potrzebie rozwiązywania polsko-litewskich problemów, zarówno współczesnych, jak i tych wynikających ze wspólnej historii wielokrotnie wypowiadało się wielu publicystów i komentatorów, jak choćby dziennikarze Rimvydas Valatka czy Audrius Bačiulis. Piotrowi Maciążkowi polecam również lekturę tekstów Kęstutisa Girniusa, wybitnego litewskiego politologa i filozofa. Jego wypowiedzi na temat kondycji litewskiego społeczeństwa są dostępne na wyciągnięcie ręki w internecie, także w języku polskim. Ta wyliczanka byłaby niepełna bez nazwiska Tomasa Venclovy, znamienitego literata i tłumacza, który spośród wymienionych osób wydaje się być największym orędownikiem przyjaźni polsko-litewskiej. Venclova, choć ze względów biograficznych sam może być uznany za postać kontrowersyjną, ma odwagę bezkompromisowego oceniania swych rodaków.
Dalej autor powtarza i upowszechnia kilka mitów, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Stwierdzenie, że "społeczeństwo litewskie jest przepojone nieufnością i poczuciem krzywdy" właściwie wpisuje się w wypowiedziane wcześniej słowa o głęboko zakorzenionym antypolonizmie Litwinów. Podobnie jak ono jest dowodem na to, że autor opierał swoje opinie raczej o pewne wyobrażenie o Litwinach (i, powiedzmy to, dość fałszywe) niż o rzeczywistą wiedzę, którą można byłoby poprzeć choćby wynikami badań opinii publicznej czy lekturą tekstów publicystycznych (dostępnych również w języku polskim). Nie twierdzę, że takich zachować u Litwinów dziś się nie spotyka, bo u części społeczeństwa na pewno wciąż silne są antypolskie uprzedzenia, ale stwierdzenie o zdominowaniu Litwinów przez nieufność i poczucie krzywdy wydaje się być grubym nadużyciem. Wystarczy rzut oka na przywoływane także w polskich mediach (choć stanowczo za cicho) rezultaty badań opinii, z których wynikało, że większość Litwinów nie widzi przeszkód dla umożliwienia litewskim Polakom zapisywania swoich nazwisk zgodnie z regułami pisowni polskiej, a nie litewskiej, jak to ma miejsce w chwili obecnej. Kolejny mit to przekonanie, że współcześni Litwini nadal uważają za zdrajcę Władysława Jagiełłę. Faktem jest, że przed wojną na Litwie odbył się kuriozalny sąd na Jagiełłą i że łatka zdrajcy została mu przyczepiona na długie lata. Rola Jagiełły w historii Wielkiego Księstwa Litewskiego jest wciąż dyskutowana i nadal przeciwstawia się mu Witolda jako władcę lepiej i skuteczniej dbającego o litewski interes państwowy. Ale wydaje się, że historiografia litewska odeszła już od upowszechniania wizerunku Jagiełły jako zdrajcy.
Za kuriozum należy uznać ustęp, w którym autor stwierdza: "litewski stosunek do AK jest dla Polaka tak samo nie zrozumiały jak szacunek dla weteranów SS na Litwie". Autor pomieszał tu rzeczywisty spór o rolę Armii Krajowej na Wileńszczyźnie z zupełnie wyimaginowanym szacunkiem jakim Litwini mieliby darzyć weteranów SS. Nie wiem skąd przekonanie autora o takich nastrojach wśród Litwinów. Być może na Litwie są obecne jakieś grupy neonazistowskie, które z estymą odnoszą się do dziedzictwa III Rzeszy, ale podobnych radykałów można spotkać w innych krajach Europy, także w Polsce. Na szczęście stanowią jedynie margines życia społeczno-politycznego. Warto w tym miejscu podkreślić, że w ramach Waffen-SS nigdy nie funkcjonowały formacje litewskie. Być może autor tego nie wie, być może pomylił Litwą z Łotwą, gdzie faktycznie sformowano dywizje ochotnicze SS. Na Litwie w czasie okupcacji działały natomiast różnego rodzaju formacje kolaboranckie, m. in. osławieni "strzelcy ponarscy". Nie można jednak powiedzieć, żeby weterani tych formacji otaczani byli przez naród jakimś szczególnym szacunkiem. Jest to nadal nierozwiązany problem, ale na Litwie po 1991 r. udało się otworzyć dyskusję na temat rozliczenia udziału Litwinów w zbrodniach hitlerowskich. I nie jest to wcale tematem tabu. Autorowi można natomiast przyznać rację, jeśli chodzi o stosunek Litwinów do AK. Tu rzeczywiście mamy do czynienia z poważnym problemem i niezabliźnionymi ranami.
Oczywiście nie jest też tak, że Litwa jest dziś oazą spokoju, demokracji, dostatku i tolerancji. Warto w tym miejscu zrobić pewnę uwagę na temat kondycji współczesnego społeczeństwa litewskiego, a ta może dziś nie nastrajać optymistycznie. Wydaje się, że jednym z najpoważniejszych problemów jest spadek zaufania społecznego wobec instytucji państwowych. Litwini nie ufają własnemu państwu, dostrzegają jego nieudolność, czują że nie jest ono w stanie bronić i chronić ich (jeden z najgłośniejszych przykładów z ostatnich lat to afera pedofilska, tzw. "sprawa Kedysa", gdzie lekceważenie ze strony organów ścigania miały skłonić ojca dziewczynki molestowanej przez gang pedofili do wymierzenia sprawiedliwości na własną rękę). Sejm, rząd, partie polityczne od lat zajmują najniższe miejsce w rankingach zaufania, życie polityczne zatruwają rozdrobnienie partyjne, spory personalne, korupcja i nepotyzm. Także w życiu codziennym dostrzegalne są objawy kryzysu. Wielu Litwinów emigruje do Europy Zachodniej szukając tam lepszego zarobku, co może w przyszłości zrodzić poważne konsekwencje demograficzne. A jednak spacer po wileńskim Starym Mieście, gdzie co krok otwarte są wypełnione po brzegi restauracje, kawiarnie i puby, może rodzić przekonanie, że Litwini przynajmniej na zewnątrz nie chcą pokazywać po sobie marazmu. Być może ta krótka uwaga nie ma wiele wspólnego z tematem artykułu Piotra Maciążka, ale warto chyba jednak widzieć kwestię stosunków polsko-litewskich w szerszym kontekście, a tym jest bez wątpienia stan społczeństwa Litwy, w którym polski problem jest zaledwie jednym z wielu. Jeśli coś dziś Litwinów trapi, to raczej troska o dzień jutrzejszy, a nie obawy przed polskim zagrożeniem.
Jeśli z czymś można się zgodzić w artykule Piotra Maciążka to być może z ostatnim akapitem tekstu, w którym mowa jest o konieczności przezwyciężenia problemów w celu wzmocnienia współpracy i budowy wzajemnego zaufania. Ciekawe jednak, że autor nie stawia praktycznie żadnych, czy prawie żadnych wymagań stronie polskiej widząc zaniedbania tylko po stronie litewskiej. A przecież dziś wydaje się oczywiste choćby pytanie, czy rzeczywiście przemyślanym i rozsądnym był zakup rafinerii w Możejkach, który przed kilku laty odtrąbiono jako niebywały sukces Polski. Chciałoby się również zapytać czy polskie władze podejmują wystarczające działania w celu ochrony praw polskiej mniejszości na Wileńszczyźnie. Z drugiej zaś strony rodzą się pytania, czy i my robimy dostatecznie dużo dla rozwiązania problemów wokół wspólnej historii i kontrowersyjnych tematów. Z pozoru może się wydawać, że państwo polskie o wiele lepiej dba o litewską mniejszość niż Republika Litewska o Polaków na Litwie. Ale i tu pojawiają się sygnały zaniedbań, które nie mogą być lekceważone. Im lepiej będziemy wywiązywać się ze zobowiązań względem żyjących w naszym kraju mniejszości, tym więcej będziemy mogli wymagać od innych i tym skuteczniej będziemy mogli egzekwować zobowiązania innych względem naszych rodaków za granicą.
Autor daje na koniec wyraz swemu przekonaniu o potrzebie budowy strategicznego sojuszu polsko-litewskiego. Stwierdza przy tym, że "(Litwini) potrafią bowiem dostrzec rosyjską maskę". O ile dobrze rozumiem metaforę, autorowi wydaje się, że Litwini potrafią dostrzegać zagrożenie ze strony Rosji i na tej podstawie mogą budować sojusz z Polską, który będzie w stanie neutralizować rosyjskie wpływy w regionie. Tym samym autor raz jeszcze pokazuje, że procesy polityczne na Litwie są mu nieznane. Poprzedni prezydent Litwy Valdas Adamkus faktycznie prowadził politykę schładzania relacji z Rosją, współdziałając w tym m. in. z Lechem Kaczyńskim. Wyrazem tego było choćby wsparcie udzielone Gruzji w czasie konfliktu zbrojnego dwa lata temu. Jednak następczyni Adamkusa Dalia Grybauskaite odeszła od takiego sposobu prowadzenia polityki zagranicznej i w stosunkach z Rosją kieruje się raczej pragmatyzmem. I nie jest przy tym odosobniona. Mimo to na litewskiej scenie politycznej poważne wpływy zachowują grupy i działacze, którzy wciąż podchodzą ze sceptycyzmem do idei ocieplenia stosunków litewsko-rosyjskich i dla których nadal najważniejsza w ramach tych stosunków pozostaje obrona litewskiego interesu państwowego. Czym innym z kolei jest problem powiązań części litewskiego establishmentu z rosyjskim kapitałem (odpryskiem czego była choćby afera Paksasa). Patologiczne związki części litewskich elit polityczno-gospodarczych z Rosją wydają się być znacznie poważniejszym problemem od wyimaginowanego celebrowania weteranów SS czy rzekomego "głęboko zakorzenionego antypolonizmu".
Daleki jestem od przymykania oczu na rzeczywistość. A rzeczywistość jest taka, że mamy obecnie do czynienia z być może najpoważniejszym kryzysem w stosunkach polsko-litewskich od czasu ponownego nawiązania stosunków dyplomatycznych w 1991 r. Nie przezwyciężymy jednak tego kryzysu jeśli będziemy tkwić w anachronicznych schematach i stereotypach.
tekst ukazał się na psz.pl
sobota, 19 czerwca 2010
Litwini wobec pisowni nazwisk
Ostatnio tematyka pisowni nazwisk wydaje się dominować na blogu. Nie planowałem tego, zakładając bloga, ale przypuszczałem, że problem prędzej czy później się pojawi.
W ostatnich dniach pojawiły się kolejne wiadomości związane z tym tematem. Opublikowane zostały m. in. wyniki sondażu, który na zlecenie agencji informacyjnej BNS przeprowadziła firma RAIT. Badanie dotyczyło opinii mieszkańców Litwy na temat możliwości zapisu nazwisk obywateli należących do mniejszości narodowych w formie oryginalnej (tzn. zgodnie z regułami języka tej mniejszości). Wyniki sondażu dowodzą, że większość Litwinów nie sprzeciwia się takiemu pomysłowi.
Od razu kilka uwag. Nie jest to większość bezwzględna, bo za możliwością zapisu nazwisk w formie oryginalnej opowiada się 46,6 % ankietowanych, natomiast sprzeciw wyraziło 30,3 % respondentów. W sondażu brali udział zarówno etniczni Litwini, jak i przedstawiciele mniejszości. Wśród osób narodowości litewskiej proporcje poparcia i sprzeciwu są jednak podobne: za zapisem oryginalnym opowiedziało się 43,1 % ankietowanych etnicznych Litwinów, a przeciwko - 33,2 %.
Jak wiadomo żaden sondaż nigdy nie daje pełnego obrazu stanu społeczeństwa, ale tych wyników nie należy lekceważyć. Przede wszystkim dlatego, że stanowią one dobry kontrargument z jednej strony dla tych wszystkich, którzy uparcie powtarzają tezy o rzekomej niechęci Litwinów względem Polaków, a z drugiej strony dla wypowiedzi części litewskich polityków, zwłaszcza tych związanych z obozem konserwatywnym i narodowym, którzy równie uparcie twierdzą, że dopuszczenie do zapisywania nazwisk w językach mniejszości narodowych stanowi zagrożenie dla języka litewskiego.
Audronius Ažubalis, który na początku tego roku objął funkcję ministra spraw zagranicznych twierdził, że nie należy śpieszyć się z wprowadzaniem pisowni nazwisk w formie oryginalnej, bo nie jest na to przygotowane i nie popiera tego litewskie społeczeństwo. Jak widać, wydaje się, że szef litewskiej dyplomacji nie do końca rozpoznał nastroje litewskiego elektoratu.
W ostatnich dniach pojawiły się kolejne wiadomości związane z tym tematem. Opublikowane zostały m. in. wyniki sondażu, który na zlecenie agencji informacyjnej BNS przeprowadziła firma RAIT. Badanie dotyczyło opinii mieszkańców Litwy na temat możliwości zapisu nazwisk obywateli należących do mniejszości narodowych w formie oryginalnej (tzn. zgodnie z regułami języka tej mniejszości). Wyniki sondażu dowodzą, że większość Litwinów nie sprzeciwia się takiemu pomysłowi.
Od razu kilka uwag. Nie jest to większość bezwzględna, bo za możliwością zapisu nazwisk w formie oryginalnej opowiada się 46,6 % ankietowanych, natomiast sprzeciw wyraziło 30,3 % respondentów. W sondażu brali udział zarówno etniczni Litwini, jak i przedstawiciele mniejszości. Wśród osób narodowości litewskiej proporcje poparcia i sprzeciwu są jednak podobne: za zapisem oryginalnym opowiedziało się 43,1 % ankietowanych etnicznych Litwinów, a przeciwko - 33,2 %.
Jak wiadomo żaden sondaż nigdy nie daje pełnego obrazu stanu społeczeństwa, ale tych wyników nie należy lekceważyć. Przede wszystkim dlatego, że stanowią one dobry kontrargument z jednej strony dla tych wszystkich, którzy uparcie powtarzają tezy o rzekomej niechęci Litwinów względem Polaków, a z drugiej strony dla wypowiedzi części litewskich polityków, zwłaszcza tych związanych z obozem konserwatywnym i narodowym, którzy równie uparcie twierdzą, że dopuszczenie do zapisywania nazwisk w językach mniejszości narodowych stanowi zagrożenie dla języka litewskiego.
Audronius Ažubalis, który na początku tego roku objął funkcję ministra spraw zagranicznych twierdził, że nie należy śpieszyć się z wprowadzaniem pisowni nazwisk w formie oryginalnej, bo nie jest na to przygotowane i nie popiera tego litewskie społeczeństwo. Jak widać, wydaje się, że szef litewskiej dyplomacji nie do końca rozpoznał nastroje litewskiego elektoratu.
wtorek, 1 czerwca 2010
Czy język litewski jest zagrożony?
Odpowiedź na pytanie postawione w tytule wydaje się oczywista. Językowi litewskiemu nie grozi wymarcie. Na co dzień posługuje się nim prawie 3 miliony użytkowników, co nie jest może liczbą imponującą, ale raczej wystarczającą, aby zapewnić językowi przetrwanie w najbliższych dziesięcioleciach, a - miejmy nadzieję - także w stuleciach.
W języku litewskim tworzy się literaturę, filmy, wydawane są gazety, czasopisma, działają litewskojęzyczne media elektroniczne, funkcjonuje litewski internet, portale informacyjne i społecznościowe. Pasjonaci litewskiego poza Litwą mają możliwość nauki języka np. na wydziałach filologicznych uczelni wyższych lub uczestnictwa w kursach językowych organizowanych przez szkoły litewskie. Działa Państwowa Komisja Języka Litewskiego, zajmująca się ustalaniem reguł i standardów językowych. Jeśli już widać jakieś zagrożenia, to są one pewnie podobne, jak w innych społecznościach współczesnych - to postępujące ubożenie słownictwa, "upraszczanie komunikatów", napływ zapożyczeń z angielskiego itp.
Są jednak na Litwie osoby przekonane, że zagrożeń dla języka ojczyste jest więcej i są one na tyle poważne, że czynią one z tego jeden z głównych tematów dyskursu politycznego. Do osób tych należy poseł na Sejm Republiki Litewskiej Gintaras Songaila, członek Związku Ojczyzny, centroprawicowego ugrupowania współtworzącego obecną koalicję rządową. Songaila w przeszłości był liderem Związku Litewskich Narodowców. W 2008 r. narodowcy pod przywództwem Songaili dołączyli do Związku Ojczyzny, tworząc w nim frakcję narodową. Poseł Songaila od dawna znany jest z działań i wypowiedzi delikatnie mówiąc kontrowersyjnych, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy mniejszości polskiej na Litwie. Jedna z najgłośniejszych dotyczyła Karty Polaka. Po wyborach w 2008 r. w Sejmie zasiadło dwóch posłów Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, którzy posiadali ten dokument. W związku z tym Songaila poddawał w wątpliwość ich lojalność względem państwa litewskiego, kwestionując tym samym możliwość zasiadania przez nich w ławach parlamentu.
Nie warto przytaczać w tym momencie wszystkich inicjatyw posła Songaili, być może będzie jeszcze na to czas i miejsce w najbliższej przyszłości. W ostatnich dniach natomiast Gintaras Songaila zajął się ochroną języka litewskiego. Gdzie poseł partii rządzącej widzi zagrożenie dla mowy ojczystej? Otóż jednym z najpoważniejszych problemów zagrażających językowi litewskiemu jest - zdaniem Songaili - zmiana ustawy o pisowni nazwisk, która pozwalałaby obywatelom Litwy należącym do mniejszości narodowych na zapisywanie swoich nazwisk w dokumentach w formie zgodnej z regułami języka tych mniejszości, a nie - jak ma to miejsce obecnie - w formie zlituanizowanej. Projekt zmiany ustawy przewidujący takie rozwiązanie, a przygotowany przez rząd Andriusa Kubiliusa, został odrzucony w głosowaniu sejmowym 8 kwietnia br. m. in. głosami części koalicji rządowej, w tym posłów Związku Ojczyzny. Tego samego dnia w Wilnie gościł prezydent Lech Kaczyński (była to jego ostatnia oficjalna wizyta zagraniczna przed tragiczną śmiercią w Smoleńsku). Wielu obserwatorów z obu stron polsko-litewskiej granicy (na Litwie m. in. Rimvydas Valatka) odebrało wynik głosowania jako, delikatnie mówiąc, afront wobec polskiego gościa.
Ponieważ rząd Kubiliusa nie rezygnuje z planów reformy prawa o pisowni nazwisk, a w Sejmie już pojawiły się nowe projekty, w tym jeden autorstwa posłów AWPL, Songaila postanowił działać. Z jego inicjatywy powstało Towarzystwo Obrony Języka Litewskiego. Można by spuścić zasłonę milczenia na wyczyny anachronicznego polityka, tkwiącego mentalnie w XIX wieku, gdyby nie fakt, że zasiada on w najliczniejszym obecnie klubie parlamentarnym w litewskim Sejmie, że jest posłem partii rządzącej, a głoszone przez niego poglądy podzielane są przez znaczną część jego kolegów, nie tylko partyjnych, ale i tych należących do innych ugrupowań. Wyniki kwietniowego głosowania tylko tego dowodzą.
Poseł Songaila dopisał kolejny rozdział coraz bardziej żenującego sporu o pisownię polskich nazwisk na Litwie. Sprawa z pozoru błaha, która w każdym szanującym się kraju europejskim była by już dawno rozwiązana, na Litwie, z niezrozumiałych powodów, w ciągu 20 lat jej współczesnego niepodległego bytu urosła do rangi problemu ogólnopaństwowego, angażującego najwyższe czynniki obu krajów. I wciąż nie widać perspektyw szybkiego rozwiązania. Będzie zapewne jeszcze okazja, aby dokładniej omówić ten problem. Póki co, należy śledzić rozwój sytuacji.
Jesienią tego roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma zająć stanowisko w głośnej już sprawie małżeństwa Wardynów: Paweł Wardyn, obywatel polski ożenił się obywatelką Litwy, Polką z Wilna, Małgorzatą Runiewicz (na Litwie Malgožata Runevič), która po ślubie przyjęła nazwisko Runiewicz-Wardyn. Wbrew woli małżonków litewskie urzędy zapisują nazwisko żony jako Runevič-Vardyn (zgodnie z zasadami pisowni litewskiej). Co ciekawe, okazuje się, że władza litewskich urzędów sięga daleko poza granice Litwy - Michał, syn państwa Wardynów, urodzony w Belgii, w litewskim akcie urodzenia zapisany został jako Michal Vardyn. Zdaniem małżonków brak zgody na zapis ich nazwisk w formie zgodnej z zasadami języka polskiego stanowi naruszenie praw Unii Europejskiej. Obecnie sprawa Wardynów czeka na rozpatrzenie przez ETS.
W związku z tym minister sprawiedliwości Litwy Remigijus Šimašius zasugerował wstrzymanie się z pracami legislacyjnymi nad projektami zmiany ustawy o pisowni nazwisk. Uchwalona w międzyczasie ustaw może się bowiem okazać (w przypadku orzeczenia ETS zgodnego z oczekiwaniami małżeństwa Wardynów) niezgodna z prawem unijnym. Warto w tym miejscu przypomnieć, że minister Šimašius już wcześniej apelował o rozsądek w omawianej kwestii. Odrzucenie przez Sejm rządowego projektu ustawy o pisowni nazwisk nazwał "porażką Litwy w dziedzinie praw człowieka" i zwycięstwem "słomianych patriotów" - jak nazwał przeciwników nowej ustawy.
W nadchodzących miesiącach zapewne nie zabraknie nowych głosów i inicjatyw związanych z tematem pisowni polskich nazwisk na Litwie. Temat ten zagości jeszcze zapewne na blogu.
W języku litewskim tworzy się literaturę, filmy, wydawane są gazety, czasopisma, działają litewskojęzyczne media elektroniczne, funkcjonuje litewski internet, portale informacyjne i społecznościowe. Pasjonaci litewskiego poza Litwą mają możliwość nauki języka np. na wydziałach filologicznych uczelni wyższych lub uczestnictwa w kursach językowych organizowanych przez szkoły litewskie. Działa Państwowa Komisja Języka Litewskiego, zajmująca się ustalaniem reguł i standardów językowych. Jeśli już widać jakieś zagrożenia, to są one pewnie podobne, jak w innych społecznościach współczesnych - to postępujące ubożenie słownictwa, "upraszczanie komunikatów", napływ zapożyczeń z angielskiego itp.
Są jednak na Litwie osoby przekonane, że zagrożeń dla języka ojczyste jest więcej i są one na tyle poważne, że czynią one z tego jeden z głównych tematów dyskursu politycznego. Do osób tych należy poseł na Sejm Republiki Litewskiej Gintaras Songaila, członek Związku Ojczyzny, centroprawicowego ugrupowania współtworzącego obecną koalicję rządową. Songaila w przeszłości był liderem Związku Litewskich Narodowców. W 2008 r. narodowcy pod przywództwem Songaili dołączyli do Związku Ojczyzny, tworząc w nim frakcję narodową. Poseł Songaila od dawna znany jest z działań i wypowiedzi delikatnie mówiąc kontrowersyjnych, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy mniejszości polskiej na Litwie. Jedna z najgłośniejszych dotyczyła Karty Polaka. Po wyborach w 2008 r. w Sejmie zasiadło dwóch posłów Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, którzy posiadali ten dokument. W związku z tym Songaila poddawał w wątpliwość ich lojalność względem państwa litewskiego, kwestionując tym samym możliwość zasiadania przez nich w ławach parlamentu.
Nie warto przytaczać w tym momencie wszystkich inicjatyw posła Songaili, być może będzie jeszcze na to czas i miejsce w najbliższej przyszłości. W ostatnich dniach natomiast Gintaras Songaila zajął się ochroną języka litewskiego. Gdzie poseł partii rządzącej widzi zagrożenie dla mowy ojczystej? Otóż jednym z najpoważniejszych problemów zagrażających językowi litewskiemu jest - zdaniem Songaili - zmiana ustawy o pisowni nazwisk, która pozwalałaby obywatelom Litwy należącym do mniejszości narodowych na zapisywanie swoich nazwisk w dokumentach w formie zgodnej z regułami języka tych mniejszości, a nie - jak ma to miejsce obecnie - w formie zlituanizowanej. Projekt zmiany ustawy przewidujący takie rozwiązanie, a przygotowany przez rząd Andriusa Kubiliusa, został odrzucony w głosowaniu sejmowym 8 kwietnia br. m. in. głosami części koalicji rządowej, w tym posłów Związku Ojczyzny. Tego samego dnia w Wilnie gościł prezydent Lech Kaczyński (była to jego ostatnia oficjalna wizyta zagraniczna przed tragiczną śmiercią w Smoleńsku). Wielu obserwatorów z obu stron polsko-litewskiej granicy (na Litwie m. in. Rimvydas Valatka) odebrało wynik głosowania jako, delikatnie mówiąc, afront wobec polskiego gościa.
Ponieważ rząd Kubiliusa nie rezygnuje z planów reformy prawa o pisowni nazwisk, a w Sejmie już pojawiły się nowe projekty, w tym jeden autorstwa posłów AWPL, Songaila postanowił działać. Z jego inicjatywy powstało Towarzystwo Obrony Języka Litewskiego. Można by spuścić zasłonę milczenia na wyczyny anachronicznego polityka, tkwiącego mentalnie w XIX wieku, gdyby nie fakt, że zasiada on w najliczniejszym obecnie klubie parlamentarnym w litewskim Sejmie, że jest posłem partii rządzącej, a głoszone przez niego poglądy podzielane są przez znaczną część jego kolegów, nie tylko partyjnych, ale i tych należących do innych ugrupowań. Wyniki kwietniowego głosowania tylko tego dowodzą.
Poseł Songaila dopisał kolejny rozdział coraz bardziej żenującego sporu o pisownię polskich nazwisk na Litwie. Sprawa z pozoru błaha, która w każdym szanującym się kraju europejskim była by już dawno rozwiązana, na Litwie, z niezrozumiałych powodów, w ciągu 20 lat jej współczesnego niepodległego bytu urosła do rangi problemu ogólnopaństwowego, angażującego najwyższe czynniki obu krajów. I wciąż nie widać perspektyw szybkiego rozwiązania. Będzie zapewne jeszcze okazja, aby dokładniej omówić ten problem. Póki co, należy śledzić rozwój sytuacji.
Jesienią tego roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma zająć stanowisko w głośnej już sprawie małżeństwa Wardynów: Paweł Wardyn, obywatel polski ożenił się obywatelką Litwy, Polką z Wilna, Małgorzatą Runiewicz (na Litwie Malgožata Runevič), która po ślubie przyjęła nazwisko Runiewicz-Wardyn. Wbrew woli małżonków litewskie urzędy zapisują nazwisko żony jako Runevič-Vardyn (zgodnie z zasadami pisowni litewskiej). Co ciekawe, okazuje się, że władza litewskich urzędów sięga daleko poza granice Litwy - Michał, syn państwa Wardynów, urodzony w Belgii, w litewskim akcie urodzenia zapisany został jako Michal Vardyn. Zdaniem małżonków brak zgody na zapis ich nazwisk w formie zgodnej z zasadami języka polskiego stanowi naruszenie praw Unii Europejskiej. Obecnie sprawa Wardynów czeka na rozpatrzenie przez ETS.
W związku z tym minister sprawiedliwości Litwy Remigijus Šimašius zasugerował wstrzymanie się z pracami legislacyjnymi nad projektami zmiany ustawy o pisowni nazwisk. Uchwalona w międzyczasie ustaw może się bowiem okazać (w przypadku orzeczenia ETS zgodnego z oczekiwaniami małżeństwa Wardynów) niezgodna z prawem unijnym. Warto w tym miejscu przypomnieć, że minister Šimašius już wcześniej apelował o rozsądek w omawianej kwestii. Odrzucenie przez Sejm rządowego projektu ustawy o pisowni nazwisk nazwał "porażką Litwy w dziedzinie praw człowieka" i zwycięstwem "słomianych patriotów" - jak nazwał przeciwników nowej ustawy.
W nadchodzących miesiącach zapewne nie zabraknie nowych głosów i inicjatyw związanych z tematem pisowni polskich nazwisk na Litwie. Temat ten zagości jeszcze zapewne na blogu.
niedziela, 18 kwietnia 2010
Po żałobie - refleksje
Powoli dobiegają końca uroczystości pogrzebowe pary prezydenckiej. Dziś kończy się żałoba narodowa. Wciąż czekamy jednak na powrót do kraju pozostałych ofiar katastrofy w Smoleńsku. W najbliższych dniach odbywać się będą kolejne pożegnania i pogrzeby. Żałobny nastrój zapewne jeszcze będzie nam towarzyszyć, ale życie powoli wraca do zwykłego trybu.
Zgodnie z zapowiedziami (a wbrew pogłoskom, które pojawiły się dziś rano) na uroczystości pogrzebowe Marii i Lecha Kaczyńskich przybyła prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė. Przez ostatnie dni Polacy mogli spotkać się z tysiącami wyrazów solidarności i współczucia ze strony władz litewskich, jak i zwykłych Litwinów. Tragedia narodowa, jaka spotkała Polskę była szeroko omawiana i komentowana w mediach na Litwie. Litewskie telewizje i stacje radiowe nadały bezpośrednie transmisje z krakowskich uroczystości żałobnych.
Jednym z głównych tematów, jakie pojawiały się natomiast w polskich mediach była kwestia potencjalnej zmiany w relacjach polsko-rosyjskich, możliwego przewartościowania rosyjskiego stosunku wobec Zbrodni Katyńskiej, część komentatorów szczerze wyrażała nadzieję na prawdziwe polsko-rosyjskie pojednanie. W obu narodach nie brakuje ludzi, którzy już dawno do tego pojednania dojrzeli i oczekują, że obejmie ono całe społeczeństwa. I choć racjonalne przesłanki tego procesu mogą wydawać się wątłe, to chyba trzeba wierzyć w przynajmniej częściową poprawę stosunków polsko-rosyjskich i w to, że uczynimy krok ku wzajemnemu zrozumieniu.
Poboczną kwestią wydaje się wobec tego potencjalna zmiana stosunków polsko-litewskich. Nie są one na szczęście obciążone takimi zaszłościami, nieporozumieniami i nieufnością jak nasze relacje z Rosją. Choć "strategiczne partnerstwo" między Polską a Litwą momentami wydaje się być wyświechtanym frazesem, to jednak odkąd nasze kraje odzyskały pełnię suwerenności zarówno władze, jak i zwykli obywatele zrobili wiele dla nawiązania i podtrzymania stosunków opartych na przyjaźni i sympatii. Zasłużył się w tym także prezydent Lech Kaczyński.
Dziś zastanawiamy się, czy smoleńska tragedia i narodowa żałoba zmienią, w zależności od tematu rozmowy, polską politykę, stosunki polsko-rosyjskie itp. Ciekawe jest jednak też, czy spontaniczne głosy współczucia, które w tysiącach pojawiały się na Litwie, posłużą wzmocnieniu naszej przyjaźni. Czy pozytywnie wpłyną na nasze narody, abyśmy - nie zapominając o przeszłości i o tym, co nas w przeszłości dzieliło - odrzucili wzajemne uprzedzenia i małostkowość?
Warto w tym miejscu poświęcić uwagę jednemu z ciekawszych głosów, jakie na ten temat ukazały się w minionym tygodniu. Polecam lekturę artykułu Krzyż Katyński - nie tylko polski, ale również nasz w dzienniku "Lietuvos rytas" autorstwa komentatora i zastępcy redaktora naczelnego tej gazety, a zarazem jednego z sygnatariuszy Aktu Restytucji Niepodległości Litwy, Rimvydasa Valatki. Tekst w polskim tłumaczeniu został zamieszczony na stronie "Tygodnika Wileńszczyzny", z oryginałem można zapoznać się na stronie "Lietuvos rytas".
Zgodnie z zapowiedziami (a wbrew pogłoskom, które pojawiły się dziś rano) na uroczystości pogrzebowe Marii i Lecha Kaczyńskich przybyła prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė. Przez ostatnie dni Polacy mogli spotkać się z tysiącami wyrazów solidarności i współczucia ze strony władz litewskich, jak i zwykłych Litwinów. Tragedia narodowa, jaka spotkała Polskę była szeroko omawiana i komentowana w mediach na Litwie. Litewskie telewizje i stacje radiowe nadały bezpośrednie transmisje z krakowskich uroczystości żałobnych.
Jednym z głównych tematów, jakie pojawiały się natomiast w polskich mediach była kwestia potencjalnej zmiany w relacjach polsko-rosyjskich, możliwego przewartościowania rosyjskiego stosunku wobec Zbrodni Katyńskiej, część komentatorów szczerze wyrażała nadzieję na prawdziwe polsko-rosyjskie pojednanie. W obu narodach nie brakuje ludzi, którzy już dawno do tego pojednania dojrzeli i oczekują, że obejmie ono całe społeczeństwa. I choć racjonalne przesłanki tego procesu mogą wydawać się wątłe, to chyba trzeba wierzyć w przynajmniej częściową poprawę stosunków polsko-rosyjskich i w to, że uczynimy krok ku wzajemnemu zrozumieniu.
Poboczną kwestią wydaje się wobec tego potencjalna zmiana stosunków polsko-litewskich. Nie są one na szczęście obciążone takimi zaszłościami, nieporozumieniami i nieufnością jak nasze relacje z Rosją. Choć "strategiczne partnerstwo" między Polską a Litwą momentami wydaje się być wyświechtanym frazesem, to jednak odkąd nasze kraje odzyskały pełnię suwerenności zarówno władze, jak i zwykli obywatele zrobili wiele dla nawiązania i podtrzymania stosunków opartych na przyjaźni i sympatii. Zasłużył się w tym także prezydent Lech Kaczyński.
Dziś zastanawiamy się, czy smoleńska tragedia i narodowa żałoba zmienią, w zależności od tematu rozmowy, polską politykę, stosunki polsko-rosyjskie itp. Ciekawe jest jednak też, czy spontaniczne głosy współczucia, które w tysiącach pojawiały się na Litwie, posłużą wzmocnieniu naszej przyjaźni. Czy pozytywnie wpłyną na nasze narody, abyśmy - nie zapominając o przeszłości i o tym, co nas w przeszłości dzieliło - odrzucili wzajemne uprzedzenia i małostkowość?
Warto w tym miejscu poświęcić uwagę jednemu z ciekawszych głosów, jakie na ten temat ukazały się w minionym tygodniu. Polecam lekturę artykułu Krzyż Katyński - nie tylko polski, ale również nasz w dzienniku "Lietuvos rytas" autorstwa komentatora i zastępcy redaktora naczelnego tej gazety, a zarazem jednego z sygnatariuszy Aktu Restytucji Niepodległości Litwy, Rimvydasa Valatki. Tekst w polskim tłumaczeniu został zamieszczony na stronie "Tygodnika Wileńszczyzny", z oryginałem można zapoznać się na stronie "Lietuvos rytas".
wtorek, 13 kwietnia 2010
Kondolencje z Litwy
W Polsce trwa żałoba narodowa po tragicznej katastrofie w Smoleńsku. W niedzielę tłumy ludzi oddały pokłon prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu w kondukcie żałobnym. Do kraju napływają wciąż kolejne głosy wsparcia i współczucia z różnych stron świata.
Także najważniejsi przedstawiciele społeczeństwa litewskiego przesyłają kondolencje. Na stronie Ambasady Republiki Litewskiej można zapoznać się z kondolencjami wyrażonymi przez prezydent Dalię Grybauskaitė, przewodniczącą Seimasu Irenę Degutienė i wiceprzewodniczącego Seimasu Algisa Kašėtę, premiera Andriusa Kubiliusa, ministra spraw zagranicznych Audroniusa Ažubalisa oraz wybitnego poetę Tomasa Venclovę i jego żonę Tatianę.
"Rzeczpospolita" publikuje wypowiedź Valdasa Adamkusa, podkreślającego zasługi zmarłego prezydenta dla budowy przyjaźni między Polską a Litwą. Adamkus wspomina wielokrotne spotkania obu par prezydenckich. Przypomina również o tym, że wspólnie z Lechem Kaczyńskim uczestniczył w wiecu poparcia dla Gruzji w Tbilisi w czasie konfliktu zbrojnego w sierpniu 2008 r. Według Adamkusa Kaczyński był "wybitnym politykiem" oraz "niezwykle ciepłym i serdecznym człowiekiem".
Zarówno Adamkus, jak i Andrius Kubilius nie zapominają w zadumie o trudnych tematach, zwłaszcza nierozwiązanych problemach mniejszości narodowych. Kubilius przypomina o czwartkowym głosowaniu w Seimasie, w którym odrzucono projekt ustawy o pisowni nazwisk pozwalający na to, aby obywatele Litwy narodowości polskiej mogli zapisywać swoje nazwiska w litewskich dokumentach zgodnie z użyciem polskich znaków. Stało się akurat w dniu wizyty w Wilnie prezydenta Kaczyńskiego (była to nb. ostatnia oficjalna podróż zagraniczna prezydenta, nie licząc tragicznej wyprawy do Rosji).
Nie zapominajmy o trudnych sprawach, które domagają się rozwiązania. Gdy opadną emocje związane z tragedią w Smoleńsku trzeba będzie wrócić do codziennej pracy, do najważniejszych zadań. Miejmy nadzieję, że wsparcie udzielone Polakom przez naród litewski w ostatnich dniach stanowić będzie dobrą podstawę pod budowę jeszcze silniejszych więzów współpracy i przyjaźni. Tymczasem wypada tylko wyrazić wdzięczność i uznanie tysiącom Litwinów, którzy okazali wyrazy prawdziwej przyjaźni i życzliwości dla pogrążonych w smutku Polaków.
Ze swej strony dziękuję także moim litewskim przyjaciołom, którzy jeszcze w dniu katastrofy pośpieszyli ze słowami wsparcia.
PS. Zapewne o każdej z ofiar można byłoby ułożyć osobną opowieść. W poprzedniej notce poświęconej tragedii wspomniałem o postaciach zasłużonych dla stosunków polsko-litewskich. Tylko wstydliwym przeoczeniem mogę tłumaczyć, że zapomniałem o Marszałku Macieju Płażyńskim, który w ostatnim czasie pełnił funkcję prezesa Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", kładąc również wielkie zasługi na rzecz Polaków na Litwie.
Także najważniejsi przedstawiciele społeczeństwa litewskiego przesyłają kondolencje. Na stronie Ambasady Republiki Litewskiej można zapoznać się z kondolencjami wyrażonymi przez prezydent Dalię Grybauskaitė, przewodniczącą Seimasu Irenę Degutienė i wiceprzewodniczącego Seimasu Algisa Kašėtę, premiera Andriusa Kubiliusa, ministra spraw zagranicznych Audroniusa Ažubalisa oraz wybitnego poetę Tomasa Venclovę i jego żonę Tatianę.
"Rzeczpospolita" publikuje wypowiedź Valdasa Adamkusa, podkreślającego zasługi zmarłego prezydenta dla budowy przyjaźni między Polską a Litwą. Adamkus wspomina wielokrotne spotkania obu par prezydenckich. Przypomina również o tym, że wspólnie z Lechem Kaczyńskim uczestniczył w wiecu poparcia dla Gruzji w Tbilisi w czasie konfliktu zbrojnego w sierpniu 2008 r. Według Adamkusa Kaczyński był "wybitnym politykiem" oraz "niezwykle ciepłym i serdecznym człowiekiem".
Zarówno Adamkus, jak i Andrius Kubilius nie zapominają w zadumie o trudnych tematach, zwłaszcza nierozwiązanych problemach mniejszości narodowych. Kubilius przypomina o czwartkowym głosowaniu w Seimasie, w którym odrzucono projekt ustawy o pisowni nazwisk pozwalający na to, aby obywatele Litwy narodowości polskiej mogli zapisywać swoje nazwiska w litewskich dokumentach zgodnie z użyciem polskich znaków. Stało się akurat w dniu wizyty w Wilnie prezydenta Kaczyńskiego (była to nb. ostatnia oficjalna podróż zagraniczna prezydenta, nie licząc tragicznej wyprawy do Rosji).
Nie zapominajmy o trudnych sprawach, które domagają się rozwiązania. Gdy opadną emocje związane z tragedią w Smoleńsku trzeba będzie wrócić do codziennej pracy, do najważniejszych zadań. Miejmy nadzieję, że wsparcie udzielone Polakom przez naród litewski w ostatnich dniach stanowić będzie dobrą podstawę pod budowę jeszcze silniejszych więzów współpracy i przyjaźni. Tymczasem wypada tylko wyrazić wdzięczność i uznanie tysiącom Litwinów, którzy okazali wyrazy prawdziwej przyjaźni i życzliwości dla pogrążonych w smutku Polaków.
Ze swej strony dziękuję także moim litewskim przyjaciołom, którzy jeszcze w dniu katastrofy pośpieszyli ze słowami wsparcia.
PS. Zapewne o każdej z ofiar można byłoby ułożyć osobną opowieść. W poprzedniej notce poświęconej tragedii wspomniałem o postaciach zasłużonych dla stosunków polsko-litewskich. Tylko wstydliwym przeoczeniem mogę tłumaczyć, że zapomniałem o Marszałku Macieju Płażyńskim, który w ostatnim czasie pełnił funkcję prezesa Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", kładąc również wielkie zasługi na rzecz Polaków na Litwie.
środa, 31 marca 2010
Litewski Departament Bezpieczeństwa na tropie internautów
Jak informuje strona internetowa "Kuriera Wileńskiego", Departament Bezpieczeństwa Państwa (VSD) wystąpił do redakcji KW z oficjalną prośbą o udostępnienie adresów IP wybranych internautów, zamieszczających komentarze pod artykułami zamieszczonymi na stronie KW.
Chodzi o dwa wskazane przez VSD teksty: Prokuratorzy analizuję skargę przeciw Songaile oraz Wileńska "Syrokomlówka" broni swego statusu szkoły średniej. Pierwszy artykuł poświęcony jest zapytaniu samorządu rejonu wileńskiego do Prokuratury Generalnej Litwy, czy wypowiedź posła Gintarasa Songaily o reorganizacji szkolnictwa w rejonie wileńskim miała znamiona podżegania do waśni narodowościowych. Drugi artykuł dotyczy zaś losu wileńskiej Szkoły Średniej im. Władysława Syrokomli.
Redakcja KW już zapowiedziała, że nie uczyni zadość prośbie VSD. Działanie Departamentu budzi delikatnie mówiąc zdziwienie. W podanych komentarzach trudno doszukać się sprzeczności z prawem, ani zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa litewskiego. Wypowiedzi zamieszczane na forum internetowym "Kuriera Wileńskiego", jak chyba na większości tego typu stron, mogą nieraz bulwersować, irytować czy oburzać. Ale nawet jeśli są to wypowiedzi kontrowersyjne to jednak stanowią formę realizacji oczywistego prawa do wyrażania swoich poglądów.
Póki co, redakcja gazety nie doczekała się uzasadnienia podjętego zapytania. Prośba Departamentu musi martwić, tym bardziej, że wpisuje się w szerszy kontekst - w ostatnim czasie litewskie instytucje państwowe zadziwiająco często podejmowały czynności wymierzone przeciwko osobom i organizacjom związanym z polską społecznością na Litwie. Nie wypada podejrzewać władz litewskich, że jest to jakaś zinstytucjonalizowana działalność przeciwko litewskim Polakom, ale taka intensyfikacja działań rodzi wątpliwości co do ich intencji. Przede wszystkim jednak może budzić i utrwalać poczucie krzywdy wśród Polaków na Litwie. A to może przynieść o wiele bardziej szkodliwe dla Litwy skutki niż najbardziej nawet bulwersujące komentarze internautów.
Chodzi o dwa wskazane przez VSD teksty: Prokuratorzy analizuję skargę przeciw Songaile oraz Wileńska "Syrokomlówka" broni swego statusu szkoły średniej. Pierwszy artykuł poświęcony jest zapytaniu samorządu rejonu wileńskiego do Prokuratury Generalnej Litwy, czy wypowiedź posła Gintarasa Songaily o reorganizacji szkolnictwa w rejonie wileńskim miała znamiona podżegania do waśni narodowościowych. Drugi artykuł dotyczy zaś losu wileńskiej Szkoły Średniej im. Władysława Syrokomli.
Redakcja KW już zapowiedziała, że nie uczyni zadość prośbie VSD. Działanie Departamentu budzi delikatnie mówiąc zdziwienie. W podanych komentarzach trudno doszukać się sprzeczności z prawem, ani zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa litewskiego. Wypowiedzi zamieszczane na forum internetowym "Kuriera Wileńskiego", jak chyba na większości tego typu stron, mogą nieraz bulwersować, irytować czy oburzać. Ale nawet jeśli są to wypowiedzi kontrowersyjne to jednak stanowią formę realizacji oczywistego prawa do wyrażania swoich poglądów.
Póki co, redakcja gazety nie doczekała się uzasadnienia podjętego zapytania. Prośba Departamentu musi martwić, tym bardziej, że wpisuje się w szerszy kontekst - w ostatnim czasie litewskie instytucje państwowe zadziwiająco często podejmowały czynności wymierzone przeciwko osobom i organizacjom związanym z polską społecznością na Litwie. Nie wypada podejrzewać władz litewskich, że jest to jakaś zinstytucjonalizowana działalność przeciwko litewskim Polakom, ale taka intensyfikacja działań rodzi wątpliwości co do ich intencji. Przede wszystkim jednak może budzić i utrwalać poczucie krzywdy wśród Polaków na Litwie. A to może przynieść o wiele bardziej szkodliwe dla Litwy skutki niż najbardziej nawet bulwersujące komentarze internautów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)