Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od autora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od autora. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 sierpnia 2015

Innowacje

Odrobina innowacji blogowi nie powinna zaszkodzić. Zacząłem zatem od zmiany szaty graficznej i układu blogu, mam nadzieję, że na bardziej przejrzyste i bardziej czytelne. Mam również nadzieję częściej tutaj zaglądać i częściej aktualizować blog, bo widzę rosnące zainteresowanie, szczególnie cieszy mnie popularność, jaką cieszył się mój poprzedni wpis poświęcony gen. Johanowi Laidonerowi. Ponieważ zapewne nie zawsze będę mógł zamieszczać nowe notki, to pewnym urozmaiceniem mogą stać się przeglądy mediów elektronicznych pod kątem materiałów poświęconych sprawom litewskim, polsko-litewskim i bałtyckim. Mam nadzieję, że uda mi się prowadzić je regularnie. Będą one stanowiły jednocześnie rekapitulację informacji zamieszczanych w danym tygodniu na facebookowym profilu "Spotkań". Pierwszy tego typu przegląd ukaże się już dzisiaj. Zapraszam.

sobota, 16 sierpnia 2014

Ja Cię Kocham, LDK!

fot. Dominik Wilczewski
Będąc w ubiegłym tygodniu w Wilnie obszedłem chyba całe Stare Miasto wszerz i wzdłuż, chociaż jak zawsze pozostał po tych spacerach spory niedosyt. Wciąż chce się wracać i chodzić więcej i częściej.

Tym razem pewna rzecz przykuła moją uwagę. Nakarmiony relacjami mediów spodziewałem się, że przy wileńskich ulicach i uliczkach zobaczę mury pokryte napisami "Wilno nasze", "Wilno polskie" albo kotwicami Polski Walczącej. Przyznam, że ani jednego takiego napisu, ani jednej takiej inskrypcji nie widziałem. Oczywiście, nie obszedłem całego Wilna, tak naprawdę, to większa część miasta pozostaje dla mnie niezbadana. Ale przynajmniej tam, gdzie byłem, niczego takiego nie wiedziałem. To, co natomiast spotykałem dość często, bo w kilkunastu różnych punktach na planie Starego Miasta i okolic, to akronimy LDK. Nikogo w tej sprawie nie indagowałem, ale domyślam się, że to skrót od Lietuvos didžioji kunigaikštystė czyli Wielkie Księstwo Litewskie. Wiadomo nie od dziś, że wielu Litwinów - mówiąc żartobliwie i z sympatią - ma hopla na punkcie historii, a Wielkie Księstwo, szczególnie to sprzed unii z Polską to dla nich utracona Arkadia z czasów, gdy litewskie panowanie rozciągało się od Morza Bałtyckiego aż po dalekie stepy nad Morzem Czarnym, sięgające tych ziem, gdzie dziś ukraińskie oddziały toczą ciężkie walki z tzw. "separatystami". I w ten oto sposób historia skryta w mrokach średniowiecza łączy się ze współczesnością wprost z nagłówków gazet i internetowych serwisów informacyjnych. Ciekawe, czy autorom tych napisów marzy się powrót litewskiego panowania nad dzisiejszą Białorusią i Ukrainą? Może widzieliby Litwę w roli Lewiatana, który żelazną jak Żelazny Wilk ręką zaprowadziłby dawno nie widziany porządek na ulicach Ługańska i Doniecka? Który strąciłby okupującego od 20 lat prezydencki tron w Mińsku Łukaszenkę? A może to tylko prztyczek w nos tych wrednych chrystianizatorów z Zachodu, którzy jak wiadomo budzą się każdego dnia z myślą, jakby tu znowu odbić Wilno z rąk Litwinów? Póki przy okazji kolejnej wycieczki nie spotkam któregoś z uzbrojonych w spray pogrobowców dawnego litewskiego imperium, pozostanie to dla mnie tajemnicą.

fot. Dominik Wilczewski
Tak jak tajemnicą będzie, czyja ręka skreśliła na ścianie budynku przy ul. Łotoczek (Latako g.) dwujęzyczną, białorusko-rosyjską, miłosną deklarację. Czy to dialog? Czy to jakaś zrusyfikowana działaczka BRSM-u odpowiada na wyznanie "świadomego" członka Młodego Frontu? W jaki sposób ich drogi zeszły się w Wilnie? Czy ona przyjechała na zakupy do jednego z wileńskich supermarketów, korzystając z różnicy cen - na korzyść tych litewskich? A on? Może studiuje na coraz bardziej podupadającym i coraz mniej białoruskim Europejskim Humanistycznym Uniwersytecie? Chyba jednak nie. Oba zdania jakby jednym charakterem pisma pisane. Więc to musiała być jedna osoba. Jedna i dwujęzyczna. I dwujęzyczny napis po sobie pozostawiła. Mniejszości narodowe walczą o zalegalizowanie dwujęzyczności, a tymczasem czyjaś ręką, bez konsultacji z Państwową Komisją Języka Litewskiego (Valstybinė lietuvių kalbos komisija) te słowa namalowała, po czym zbiegła, zapewne do swojego Mińska, Pińska czy Homla. Spać musieli kontrolerzy, spać musieli kalbininkai, spać musieli niestrudzeni pogromcy występków mniejszości, byli, obecni, a może i przyszli posłowie Songaila, Juozapaitis i Stundys, spał też ich kompan Garšva i dyrektor tysiącletniej szkoły Žilius. Musieli spać, bo gdyby czuwali, to taki atak na język państwowy nie umknąłby ich uwadze, posypałyby się grzywny i srogie komentarze w internecie. A tak to bilingwalne wyznanie zdobi szpetną ścianę i nie wiadomo, do kogo jest skierowane. Może do nas? Może to nas, przygodnych przechodniów na ulicy Łotoczek (Latako g.) kocha. Kto kocha? Może to Wilno nas kocha. We wszystkich językach tego świata.

środa, 13 sierpnia 2014

"Don't worry, be happy" na uliczkach Wilna

To był ostatni piątek, gdy próbując schronić się przed deszczem przemykałem ulicami i uliczkami wileńskiego Starego Miasta. Szedłem właśnie Skopówką (S. Skapo g.) - oficjalnie najwęższą uliczką Wilna, o której więcej można przeczytać na blogu Aleksandra Radczenki - gdy usłyszałem dobiegające od strony Zamkowej (Pilies g.) dźwięki saksofonu i głos, układające się razem w znany dla ucha utwór Bobby'ego McFerrina. Przez chwilę toczyłem walkę oburącz, aby z jednej ręki nie wypuścić parasola, a drugą wydobyć z torby aparat.

Postanowiłem bowiem uwiecznić mijane graffiti przedstawiające Miłościwie Panującą nad Litwą. Przez chwilę poczułem dotknięcie jakiejś wyjątkowej wileńskiej metafizyki, ten deszcz, ta Pociągająca Za Wszystkie Sznurki Dalia i w oddali słowa "Ain't got no cash, ain't got no style..." Uśmiechnąłem się i na ciele, i w duchu. Gdy szczęśliwie i w miarę sucho dotarłem do wylotu Skopówki w Zamkową, w futerale saksofonu wylądowała dwulitówka.

Dziś jestem już w Warszawie, deszcz na szczęście nie pada, ale też nie męczą nas już ponad trzydziestostopniowe upały.

Wczoraj dowiedziałem się też, że opuścił nas Robin Williams...

niedziela, 20 lutego 2011

Minął rok

Niepostrzeżenie upłynął już rok, odkąd piszę tego bloga. 20 lutego 2010 r. zamieściłem pierwszą, powitalną notkę, a zaraz po niej link do artykułu dr Mariusza Kowalskiego poświęconego Wileńszczyźnie. Miałem chyba dobrą intuicję, że akurat ten temat wybrałem na otwarcie bloga. Problemy Wileńszczyzny i zamieszkujących ją Polaków zdominowały przez ten rok stosunki polsko-litewskie. Choć akurat osobom interesującym się tą tematyką nietrudno było przewidzieć, że właśnie ten temat będzie najważniejszym w relacjach pomiędzy Litwą i Polską. A do lektury tekstu dr Kowalskiego warto wracać. Zawiera on wiele uwag cennych dla wszystkich, którzy chcieliby lepiej i głębiej zrozumieć niejasności w stosunkach polsko-litewskich. A w tychże stosunkach właśnie wzajemnego zrozumienia najczęściej brakuje...

sobota, 20 lutego 2010

Powitanie

Idea założenia tego bloga narodziła się już w ubiegłym roku. Ze względu na poważniejsze obowiązki zabrakło jednak czasu na jej wcześniejszą realizację. Wraz z początkiem nowego roku postanowiłem powrócić do tego pomysłu.

Niniejszy blog jest pokłosiem mojego kilkuletniego zainteresowania Litwą, jej kulturą, społeczeństwem i polityką. Wpisuje się ono w moje ogólne zainteresowania, w których istotne miejsce zajmuje problematyka społeczno-polityczna państw powstałych po rozpadzie Związku Radzieckiego.

Nie mam osobistych, rodzinnych związków z Litwą, co być może pozwala mi spoglądać na ten kraj z odpowiednim dystansem, ale jednocześnie wydaje on mi się bliski, a w ostatnich latach szczególnie staram się go sobie przybliżyć.

Mam zamiar na tym blogu zamieszczać własne teksty poświęcone Litwie, informacje o ciekawych inicjatywach związanych z Litwą oraz odnośniki do interesujących miejsc w sieci poświęconych tematyce litewskiej.