Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kultura. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 października 2015

31. Warszawski Festiwal Filmowy - bałtyckie akcenty

Rusza 31. Warszawski Festiwal Filmowy, najstarsze i największe tego typu wydarzenie filmowe w Polsce. Ponad 100 premierowych pokazów filmów z prawie 60 krajów. Festiwal potrwa od 9 do 18 października. Jak zawsze nie zabraknie na nim filmowych akcentów związanych z krajami bałtyckimi.

Praktycznie co roku na Warszawskim Festiwalu Filmowym prezentowany jest przynajmniej jeden obraz z krajów bałtyckich. Najobfitsza była pod tym względem 29. edycja dwa lata temu. W programie znalazły się ambitne dramaty psychologiczne: litewski "Lošėjas" (polskie tytuły: "Gracz" lub "Hazardzista") w reżyserii Ignasa Jonynasa i "Kertu - Miłość jest ślepa" estońskiego reżysera Ilmara Raaga, znanego wcześniej jako twórca wielokrotnie nagradzanej wstrząsającej "Naszej klasy". Widzowie WFF mogli również obejrzeć niewyszukaną łotewską komedię "Grzybiarze" Ivarsa Tontegode. Jednak prawdziwą furorę na 29. WFF zrobiła koprodukcja estońsko-gruzińska "Mandarynki" według scenariusza i w reżyserii Gruzina Zazy Uruszadze. Producentem filmu był Estończyk Ivo Felt, autorem zdjęć - także Estończyk Rein Kotov. Film opowiadał o losach estońskich osadników zamieszkujących Abchazję w czasie toczącej się wojny na początku lat 90. Stary Estończyk Ivo (w tej roli weteran sowieckiego i estońskiego kina Lembit Ulfsak) ratuje i przyjmuje pod swój dach żołnierzy z dwu walczących ze sobą stron: Gruzina i czeczeńskiego kondotiera... Na Warszawskim Festiwalu Filmowym "Mandarynki" zdobyły Nagrodę Publiczności, a Zaza Uruszadze został nagrodzony za najlepszą reżyserię. Później przyszły kolejne splendory, w tym nominacje do Złotego Globu oraz do Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny (A tak recenzowałem "Mandarynki" w czasopiśmie "New Eastern Europe").


Rok temu reprezentacja krajów bałtyckich na Warszawskim Festiwalu Filmowym była już znacznie skromniejsza, ale i tym razem ich udział został uwieńczony sukcesem: estoński film "Na skrzyżowaniu wiatrów" w reżyserii Marttiego Helde otrzymał Nagrodę Jury Ekumenicznego. Film, zrealizowany w niebanalnej, choć niełatwej w odbiorze stylistyce tableaux vivants, czyli "żywych obrazów" opowiada o tragedii Estończyków (ich los dzielili także Łotysze i Litwini), którzy w czerwcu 1941 r. zostali deportowani przez Sowietów do odległych zakątków Rosji. W uzasadnieniu swojej nagrody Jury Ekumeniczne 30. WFF nazwało film Helde "requiem dla wszystkich niewinnych ludzi z Europy Wschodniej, którzy cierpieli lub zginęli od tyranii Sowietów" (filmowi poświęciłem recenzję opublikowaną przez portal Przegląd Bałtycki).


Martti Helde, który rok temu spotkał się z widzami WFF przy okazji pokazu swojego filmu tym razem przyjeżdża do Warszawy jako jeden z jurorów. Będzie mu towarzyszyć litewska krytyk filmowa i producentka Uljana Kim, absolwentka prestiżowej moskiewskiej uczelni filmowej WGIK, założycielka i właścicielka firmy producenckiej Uljana Kim Studio, w ramach którego współtworzyła m. in. wspominanego już "Hazardzistę" Ignasa Jonynasa czy pokazywany także w Polsce i współprodukowany przez Studio Filmowe TOR Krzysztofa Zanussiego film Kristijonasa Vildžiunasa "Powrócić w twe ramiona" (o filmie pisałem przed czterema laty na blogu).
Julija Steponaitytė i Aistė Diržiūtė (kadr z filmu "Lato Sangailė")
Na tym jednak nie koniec bałtyckich akcentów na 31. Warszawskim Festiwalu Filmowym. W sekcji filmów krótkometrażowych pokazana zostanie animacja "Las" ("Miškas") litewskiego twórcy Ignasa Meilunasa. Na ważne wydarzenie zapowiada się projekcja pełnometrażowego filmu fabularnego "Lato Sangailė" w reżyserii Alantė Kavaitė. Reżyserka porusza w nim temat, od dawna już obecny w kinie europejskim, ale w kinematografii litewskiej pojawiający się chyba po raz pierwszy. Tytułowa bohaterka filmu, 17-letnia Sangailė, zafascynowana akrobacjami lotniczymi, spędza lato w wiejskim domu swoich rodziców. Spędza czas na oglądaniu pokazów akrobatycznych i w ten sposób poznaje miejscową dziewczynę Austė. Między bohaterkami rodzi się uczucie...


"Lato Sangailė" jest drugim filmem fabularnym w dorobku reżyserki. Kavaitė urodziła się w Wilnie, ale od dawna mieszka we Francji, tam skończyła studia artystyczne, zajmowała się fotografią i video. W 2007 r. zadebiutowała filmem "Écoute le temps". Jej drugi film przyniósł jej międzynarodowy rozgłos. Na tegorocznym festiwalu kina niezależnego w Sundance Kavaitė otrzymała nagrodę za reżyserię. Film otrzymał pozytywne recenzje w prestiżowej prasie filmowej. "Nasycony ostrymi i zmysłowymi letnimi obrazami i przepełniony rodzącą się młodzieńczą kobiecą seksualnością, »Lato Sangailė« jest wzruszająco prostą, poetycko zrodzoną opowieścią o dojrzewaniu" - pisał "The Hollywood Reporter". "»Lato Sangailė« oddaje szczególną intensywność relacji, w których wszystko inne wydaje się znikać, z wyjątkiem drugiej osoby" - chwalił film recenzent "Variety".
Julija Steponaitytė i Aistė Diržiūtė (kadr z filmu "Lato Sangailė")
Recenzenci doszukiwali się nawiązań do głośnego francuskiego filmu "Życie Adeli" Abdellatifa Kechiche'a, również opowiadającego o miłości rodzącej się pomiędzy dwiema dziewczynami, który w 2013 r. zdobył Złotą Palmę w Cannes. Chwalono dojrzałe kreacje obu młodych aktorek: Juliji Steponaitytė (Sangailė) i Aistė Diržiūtė (Austė). Film doczekał się także uznania na Litwie. Na ceremonii rozdania krajowych nagród filmowych, "Lato Sangailė" otrzymało nagrodę za najlepszy film, a Julija Steponaitytė dla najlepszej aktorki. Film Alantė Kavaitė został również zgłoszony jako kandydat litewskiej kinematografii do nominacji do Oscara.

"Lato Sangailė" będzie można zobaczyć na Warszawskim Festiwalu Filmowym na trzech pokazach. Po każdym z seansów zaplanowane są spotkania z Alantė Kavaitė, która osobiście będzie odpowiadać na pytania widzów. Oczekiwania wobec jej filmu, biorąc pod uwagę liczne nagrody i pozytywne opinie krytyki międzynarodowej, są wysokie. Czy film je spełni - przekonamy się w czasie Festiwalu.

piątek, 27 września 2013

Filmy z krajów bałtyckich na Warszawskim Festiwalu Filmowym

Za dwa tygodnie rusza 29. Warszawski Festiwal Filmowy. Program imprezy przewiduje pokazy kilku filmów z krajów bałtyckich. Kinematografia z Litwy, Łotwy i Estonii rzadko gości na ekranach polskich kin, więc tym bardziej warto będzie wybrać się między 11 a 20 października na którąś z festiwalowych projekcji.

Miłośnikom kina nie trzeba tłumaczyć, czym jest Warszawski Festiwal Filmowy. A tym mniej zorientowanym wypada przypomnieć, że to wydarzenie od dawna wpisane jest już w krajobraz kulturalny stolicy. Pierwsza edycja odbyła się w 1985 r., wtedy jeszcze jako Warszawski Tydzień Filmowy. Z czasem Festiwal stał się jednym z najważniejszych wydarzeń filmowych w Polsce, a nawet w tej części kontynentu. Od kilku lat cieszy się statusem „międzynarodowego festiwalu konkursowego” przyznanym przez Międzynarodową Federację Zrzeszeń Producentów Filmowych (FIAPF). Do elitarnego grona festiwali posiadających ten status należą tak znane jak: Cannes, Locarno, Wenecja czy Karlowe Wary.

Festiwal daje możliwość zapoznania się najnowszymi produkcjami z całego świata. W większości jest to tzw. „ambitne” kino, ale nie brakuje też filmów bardziej rozrywkowych czy komercyjnych. Co ważne, zaledwie część z pokazanych obrazów trafia potem do dystrybucji w polskich kinach, dlatego warto korzystać z tak niepowtarzalnej okazji. Miłośników kultury krajów bałtyckich powinno zainteresować, to że prawie na każdej edycji Festiwalu można zobaczyć przynajmniej jeden film estoński, litewski czy łotewski. W tym roku okazja będzie szczególna, bo reprezentowane będą wszystkie kraje bałtyckie.

Litwę na Festiwalu będzie reprezentować film „Hazardzista” („Lošėjas”) w reżyserii Ignasa Jonynasa. Jak głosi opis fabuły, bohaterem filmu jest Vincentas, pracownik pogotowia i jednocześnie hazardzista, który postanawia wykorzystać swój zawód w grze hazardowej. „Interes kręci się nie najgorzej i szybko zatacza coraz szersze kręgi. (…) Kiedy sprawy finansowe idą ku lepszemu, na horyzoncie pojawia się kobieta. Zaczyna się pełen pasji związek między Vincentasem i Ievą” – piszą organizatorzy Festiwalu.



Ignas Jonynas
(źródło: www.sosnaked.com)
Twórca filmu Ignas Jonynas jest absolwentem wileńskiej Litewskiej Akademii Muzyki i Teatru. Pracował jako reżyser, scenarzysta i aktor nie tylko w filmie, ale także w teatrze i reklamie, a w przeszłości imał się różnych profesji, był m. in. robotnikiem budowlanym i sanitariuszem w szpitalu psychiatrycznym. „Hazardzista” to pierwszy w jego karierze pełnometrażowy film fabularny. Współautorem scenariusza (razem z Jonynasem) jest Kristupas Sabolius, wykładowca filozofii i etyki na Uniwersytecie Wileńskim, współpracujący ze znanym także w Polsce reżyserem teatralnym Oskarasem Koršunovasem. Zdjęcia do filmu są dziełem łotewskiego operatora Jānisa Eglītisa (autora teledysków, m. in. grupy Brainstorm czy Zemfiry), a muzykę skomponował ukrywający się pod nazwą The Bus duet producencki: Paulius Kilbauskas i Domas Strupinskas.

W głównej roli wystąpił Vytautas Kaniušonis, absolwent Litewskiej Akademii Muzyki i Teatru, aktor i reżyser, od kilku lat kierujący teatrem „Menas” w Poniewieżu. Vincentas w „Hazardziście” jest jego pierwszą główną rolą. Partneruje mu Oona Mekas, córka wybitnego amerykańskiego reżysera awangardowego Jonasa Mekasa, pochodzącego z Litwy. W jednej z ról drugoplanowych występuje natomiast Romuald Ławrynowicz, Polak z Litwy, reżyser mający w swoim dorobku pełnometrażowy film „Łaskotki”, a ostatnio współpracujący z telewizją LNK.


Ilmar Raag
(źródło: et.wikipedia.org)
W tym miejscu warto wspomnieć o innych filmach z krajów bałtyckich, które pojawią się na Festiwalu. Szczególną uwagę przyciąga estońska „Miłość jest ślepa” („Kertu”) w reżyserii Ilmara Raaga. W Polsce znany jest jeden z jego poprzednich filmów, „Nasza klasa” („Klass”), wstrząsający obraz o szkolnej przemocy. Na Warszawskim Festiwalu Filmowym w 2007 r. „Nasza Klasa” otrzymała Nagrodę Specjalną Jury, Nagrodę FIPRESCI, znalazła się też w pierwszej 10-tce filmów najwyższej ocenianych przez publiczność. Obok filmu Raaga Estonię będą reprezentować „Lisa Cytrynka i Marokański Pomarańcza”, animacja poruszająca poważny temat nielegalnej imigracji oraz „Mandarynki” o Estończykach uwikłanych w konflikt w Abchazji. Łotysze zaprezentują zaś komedię „Grzybiarze” („Sēņotāji”) w reżyserii Ivarsa Tontegode. Podobnie jak „Hazardzista” łotewski film jest pełnometrażowym debiutem reżysera.

Filmy z krajów bałtyckich wielokrotnie gościły na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Największy jak do tej pory sukces odniosła wspomniana „Nasza klasa”. Spośród wyświetlanych w ubiegłych latach filmów litewskich warto wspomnieć choćby o pokazywanym rok temu dokumencie „Jak wygraliśmy rewolucję” („Kaip mes žaidėme revoliuciją”), którego bohaterem jest Algirdas Kaušpėdas, architekt i muzyk, lider popularnej w czasach „pierestrojki” grupy rockowej Antis, działacz Sąjūdisu i pierwszy niekomunistyczny dyrektor litewskiej telewizji (szefujący jej m. in. w czasie ataku sowieckich wojsk na wieżę telewizyjną w Wilnie w styczniu 1991 r.).


Jak już było wyżej wspomniane, litewskie, łotewskie czy estońskie filmy rzadko pokazywane są na ekranach polskich kin. Kinematografia z tych krajów jest mało znano i mało spopularyzowana w Polsce. Warto więc korzystać z okazji do zapoznania się z najnowszymi produkcjami z tych krajów, a taka okazja nadarzy się wraz z nadchodzącym 29. Warszawskim Festiwalem Filmowym.

sobota, 11 maja 2013

Litwa, koszykówka...i Grateful Dead

Czy fani koszykówki pamiętają Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie w 1992 roku? Na pewno tak. To z wielu względów była historyczna impreza. Przede wszystkim dlatego, że po latach zachowywania pozorów "amatorstwa" do udziału w Igrzyskach dopuszczono zawodników grających w profesjonalnej lidze NBA – prawdziwym "Olimpie" koszykówki. Pozwoliło to Amerykanom wystawić wreszcie najsilniejszy skład – wcześniej USA reprezentowane były przez zawodników z lig akademickich. Do Barcelony pojechał "Dream Team" – "Drużyna Marzeń" z gigantami koszykarskiego świata: Michaelem Jordanem, "Magikiem" Johnsonem, Charlesem Barkley’em, Larry’m Birdem czy Johnem Stocktonem. Ale tamten turniej miał też i innych bohaterów, inną "drużynę marzeń". O tej właśnie drużynie opowiada film dokumentalny Mariusa Markeviciusa "Nieznany Dream Team" ("The Other Dream Team") wyświetlany na warszawskim festiwalu Planete+Doc.



Cichymi bohaterami tamtych Igrzysk oraz bohaterami filmu Markeviciusa są litewscy koszykarze, którzy w Barcelonie zdobyli brązowy medal. Film jednak nie jest tylko opowieścią o tamtym turnieju, ale jest przede wszystkim barwną i pasjonującą historią litewskiej koszykówki, o której nie bezpodstawnie mówi się, że jest swoistą narodową religią Litwinów. Inne dyscypliny drużynowe nie zdobyły nigdy takiej popularności na Litwie, nawet ciesząca się globalną sławą piłka nożna na Litwie ustępuje pola koszykówce. I w tej właśnie dyscyplinie Litwini zaliczają się do europejskiej i światowej czołówki. Pierwsze sukcesy zaczęli odnosić jeszcze przed II wojną światową. W latach 1937-1939 dwa razy z rzędu wygrali Mistrzostwa Europy. Aneksja Litwy przez Związek Radziecki położyła kres litewskim sukcesom w koszykówce, ale nie oznaczała końca koszykówki na Litwie.

Film Markeviciusa nie omija tragicznych epizodów w dwudziestowiecznej historii Litwy, a wręcz je uwypukla, aby możliwie najszerzej pokazać społeczno-polityczne tło litewskiej fascynacji koszykówką. Widz dowiaduje się zatem o aneksji kraju przez Związek Radziecki, o wywózkach Litwinów na Syberię i o powojennym zniewoleniu. Gdzie w tym wszystkim miejsce na sport? Jeden z rozmówców Marekviciusa, były koszykarz i były zesłaniec opowiada jak w miejscu deportacji Litwini organizowali mecze koszykówki, "koszykówka pozwoliła nam zachować godność" – mówi. W czasach gdy Litwini nie mogli inaczej zamanifestować swojej odrębności, szczególnego znaczenia nabierały mecze koszykarskie w radzieckiej lidze, gdy z zespołami z Moskwy mierzyły się kowieński Žalgiris czy wileńska Statyba. W latach osiemdziesiątych trener Vladas Garastas nie tylko trzykrotnie zdobył z Žalgirisem Mistrzostwo Związku Radzieckiego, ale doprowadził drużynę do sukcesów w europejskich pucharach. Nic dziwnego, że w tamtych czasach to gracze z Litwy stanowili o sile radzieckiej reprezentacji.

Arvydas Sabonis (11)
mecz ZSRR-USA
finał Igrzysk w Seulu w 1988 roku
(źródło:Wikimedia Commons)


Czterech z nich to główni bohaterowie filmu: Valdemaras Chomičius, Rimas Kurtinaitis, Šarūnas Marčiulionis i Arvydas Sabonis. W 1988 wchodzili w skład pierwszej piątki radzieckiej reprezentacji, która zdobyła złoty medal na Igrzyskach w Seulu. Stali się gwiazdami światowego formatu, ale od zawodników ligi NBA dzieliła ich przepaść. Nie przepaść umiejętności, bo pod tym względem mogli się równać z Amerykanami. Czterej Litwini przybywali z kraju, w którym ograniczane były podstawowe prawa i wolności, ludzie zmuszeni byli do życia w warunkach urągających godności. Film bez ogródek opowiada o beznadziei życia w Związku Radzieckim w latach osiemdziesiątych, gdzie ludzie ustawiali się niekończących się kolejkach po podstawowe produkty spożywcze, a zakup samochodu czy sprzętu elektronicznego był szczytem marzeń.

Koszykarze, którzy trafiali do radzieckiej reprezentacji czy grali w klubach uczestniczących w rozgrywkach międzynarodowych otrzymywali dar od losu. Dzięki zagranicznym wyjazdom stawali się "królami życia". Po powrocie na Litwę handlowali zakupionymi wcześniej za granicą towarami, odzieżą, sprzętem elektronicznym, dzięki czemu mogli dorobić do nader skromnych sportowych wynagrodzeń. Ale była to i tak tylko namiastka życia w "wolnym świecie". Wyrwanie się z "socjalistycznego raju" nadal pozostawało w sferze marzeń. Gdy w 1986 roku Sabonis został wybrany w drafcie NBA przez Portland Trail Brazers, było wiadome, że transfer nie dojdzie do skutku. Pierwszym któremu udało się wyjechać był Marčiulionis, który w 1989 roku dołączył do zespołu Golden State Warriors.

Koniec lat 80. to nie tylko czas sukcesów litewskich koszykarzy w radzieckich barwach. Związek Radziecki chylił się ku upadkowi, w poszczególnych republikach następowało narodowe odrodzenie, coraz głośniej domagano się najpierw poszerzenia autonomii a wreszcie całkowitej separacji. Państwa bałtyckie znalazły się pod tym względem w awangardzie: w marcu 1990 roku deklarację niepodległości uchwalił parlament Litewskiej Republiki Radzieckiej. W styczniu kolejnego roku Litwini bronili swojej świeżo odzyskanej (czy odzyskiwanej) wolności przed radziecką inwazją. W obronie wieży telewizyjnej w Wilnie zginęło 13 cywili. Markevicius nie oszczędził widzom wstrząsających scen spod wieży, gdzie pokojowa demonstracja wilnian została brutalnie spacyfikowana przez radzieckich żołnierzy. Ale w filmie nie brakuje też wzruszających scen pokazujących, jak masowo w tamtych dniach Litwini gromadzili się w imię niepodległości.

Koszulka reprezentacji Litwy
na Igrzyskach w Barcelonie
(źródło: Wikimedia Commons)
Niepodległość została obroniona, a Litwa wróciła do wspólnoty wolnych narodów. Litewscy koszykarze, których sukcesy dotąd szły na konto Związku Radzieckiego, mogli wreszcie występować w narodowych barwach. Drużyna narodowa bez trudu wygrała eliminacje i rozpoczęła przygotowania do udziału w Igrzyskach w Barcelonie. Trenerem został Garastas, twórca sukcesów Žalgirisu. W składzie drużyny w komplecie znaleźli się Chomičius, Kurtinaitis, Marčiulionis i Sabonis. Ale zawodnicy musieli zmagać się problemami technicznymi, raczkującej federacji nie stać było jeszcze na zapewnienie właściwego sprzętu, strojów itp. Z nieoczekiwaną pomocą litewskiej reprezentacji przyszli…muzycy zespołu Grateful Dead. Jerry Garcia i jego koledzy, zapaleni fani koszykówki zostali sponsorami reprezentacji. Drużyna otrzymała także od Grateful Dead zestaw jaskrawych strojów w litewskich barwach narodowych z koszykarzem-kościotrupem. Stroje litewskich koszykarzy zrobiły w Barcelonie furorę.


Jak widać z powyższego, film Markeviciusa nie unika patosu, ale jest on jak najbardziej uzasadniony, bo "Nieznany Dream Team" jest opowieścią o pragnieniu i walce o wolność. O marzeniu, jakim była niepodległa Litwa i jak to marzenie się urzeczywistniło, także dzięki litewskim koszykarzom. Ale w filmie nie brakuje też wesołych akcentów, jak w przypadku opisanej wyżej historii o muzykach Grateful Dead, którzy w litewskiej drużynie dostrzegli realizację ich dawnych hippisowskich marzeń o wolności. "Nieznany Dream Team" jest świetnie zrealizowany, dynamiczny niczym dobry mecz koszykarski. Archiwalne materiały oddają ducha czasów, pokazują szeroki kontekst wydarzeń, o których film opowiada. Ale największą wartością filmu pozostają jego bohaterowie, litewscy koszykarze, którzy w Barcelonie zdobyli "tylko" brązowy medal, ale dla nich musiał zapewne być cenniejszy niż złoto.

środa, 6 lipca 2011

Powrócić w Twoje ramiona

Film "Powrócić w Twoje ramiona" w reżyserii Kristijonasa Vlidžūnasa reklamowana jest jako pierwsza koprodukacja polsko-litewska. Co prawda nie miał on jeszcze swojej oficjalnej premiery w Polsce, ale już można go oglądać w niektórych kinach w naszym kraju. Współproducentem ze strony polskiej jest Studio Filmowe TOR, którym kieruje Krzysztof Zanussi.


Litewski obraz próbuje wpisać się w tę tradycję filmową, do której zaliczyć można takie arcydzieła, jak choćby "Człowiek z marmuru", a które opowiadają o zwykłych ludziach, którzy wpadali w tryby wielkiej machiny historii. "Powrócić w twe ramiona" nie jest filmem tej rangi i tej klasy, ale ambitnie próbuje mierzyć się z trudnym tematem. Ambicją i sposobem potraktowania tematu bliżej mu może do głośnych europejskich filmów ostatnich lat, takich jak "Spaleni słońcem", "Życie na podsłuchu" czy polski "Rewers". A tryby, choć to tylko maszyneria kowieńskiej kolejki linowej, dosłownie pojawiają się w filmie.
Litewsko-polska produkacja przywołuje wydarzenia sprzed 50 lat. Akcja ma miejsce w Berlinie, który wtedy, w 1961 roku, był już miastem podzielonym, choć słynny mur, który chyba już na zawsze stał się symbolem zimnej wojny i totalitarnego zniewolenia, miał wyrosnąć dopiero za kilka miesięcy. Ale nawet jeśli nie było jeszcze muru, to inne atrybyty dawały do zrozumienia mieszkańcom Berlina i przyjezdnym, że przez to miasto przebiega granica dzieląca dwa różne światy, dwa różne systemy wartości.

Do tego podzielonego miasta przyjeżdża dwoje przybyszy, którzy czują się w nim jednakowo obco. To ojciec i córka rozdzieleni w czasie wojny i okupacji, a Berlin ma być miejscem ich pierwszego spotkania po latach. Dwudziestokilkuletnia Ruta mieszka w USA, dokąd po wojnie wyjechała wraz z matką. Jej ojciec, Vladas, pisarz, pozostał na Litwie, która została włączona do Związku Radzieckiego. Oboje zamieszkują wspomniane dwa różne światy rozdzielone konfliktem w tle którego czai się widmo atomowej zagłady. Przyjeżdżają do Berlina, miejsca w którym zbiegają się granice stref wpływów, a rzeczywistość stawia kolejne przeszkody ich spotkaniu.

Może się wydawać, że filmowa intryga jest nieco naciągana, żeby nie powiedzieć wydumana. Biorąc jednak pod uwagę potrzebę udramatyzowania rzeczywistości dla potrzeb filmu, trzeba podkreślić, że losy bohaterów filmu podzieliło w XX w. tysiące Litwinów, a patrząc szerzej, także mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej, którzy znaleźli się między totalitaryzmami nazistowskim i stalinowskim, a przez to musieli wielokrotnie podejmować dramatyczne wybory, nieraz oznaczające w konsekwencji wybór między życiem a śmiercią. Z treści filmu można się domyślać, że Vladas w czasie potrójnej, sowiecko-niemiecko-sowieckiej okupacji, był zmuszany do wielu daleko idących kompromisów.

W filmie spróbowano odtworzyć klaustrofobiczną rzeczywistość Berlina Wschodniego, nasyconą atmosferą wszechobecności tajnych służb, która wzbudzała w mieszkańcach poczucie strachu i wzajemnej podejrzliwości. Kontrolerami, a zarazem uczestnikami tej rzeczywistości byli ludzie o podwójnych życiorysach. Bohaterami drugiego planu są funkcjonariusze sowieckiego reżimu działający za granicą zakamuflowani jako dziennikarze, dyplomaci, działacze kulturalni.

Twórcy filmu zrobili wiele, aby zbudować tę klaustrofobiczną atmosferę, pokazać osamotnienie, zagubienie i wyobcowanie bohaterów. Osobny jest wkład polskiego autora muzyki Antoniego Łazarkiewicza, który specjalnie dla potrzeb filmu skomponował inspirowane muzyką lat 50. i 60. utwory, w tym tytułowe "Back to your arms". Wypada docenić również dbałość o szczegóły, dekoracje i rekwizyty, którą kierowali się twórcy filmy, aby w miarę wiernie oddać klimat epoki.

Choć w filmie brakuje oszałamiających kreacji aktorskich, to aktorzy przekonująco odgrywają dramat oglądany na ekranie. Cały film robi wrażenie dobrze wykonanej pracy. Wydaje się również, że twórcy chcieli - co im się w dużej mierze udało - powiedzieć coś ważnego o minionych czasach i systemach, które tylko pozornie zostały obalone, bo w niektórych zakątkach świata wciąż jeszcze łamią ludziom życiorysy.
"Powrócić w Twoje ramiona" ("Kai apkabinsiu tave"). Litwa-Polska 2010. Reżyseria i scenariusz: Kristijonas Vlidžūnas. Występują: Elžbieta Latėnaitė, Andrius Bialobžeskis, Jurga Jutaitė, Giedrius Arbačiauskas, Margarita Broich i in.
* Oficjalna strona filmu
* Informacja o filmie na stronie Studia Filmowego "Tor"
* Informacja o filmie na stronie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej
* Relacja z pokazu filmu (wilnoteka.lt)
tekst jest zmodyfikowaną wersją artykułu, który ukazał się na psz.pl